🎬 Biały Bóg (2014)

Zaktualizowano: cze 12


„Biały Bóg” (węg. Fehér isten) to dramat w reżyserii Kornéla Mundruczó (który zresztą zagrał w nim jedną z ról). Był on prezentowany podczas zakończonych Nowych Horyzontów. Po drugim seansie jestem nim równie zachwycona, co po pierwszym.


Tytuł odnosi się zapewne do człowieka, który według niektórych porzekadeł w oczach psa jest bogiem. Jak ten bóg często wobec niego się zachowuje, o tym opowiada omawiany film.


Akcja filmu toczy się w Budapeszcie. Najlepszym przyjacielem nastolatki o imieniu Lili jest mieszaniec Hagen (przypomina on bohatera filmu „O psie, który wrócił do domu” z ubiegłego roku). Kiedy matka dziewczynki wyjeżdża, trafia ona pod opiekę ojca. Niestety, bezduszny przepis zabrania trzymania nierasowych psów, a złośliwa sąsiadka donosi na rodzinę. Do drzwi puka więc przedstawiciel Służby do Spraw Zwierząt i informuje ojca, że musi zapłacić podatek lub oddać psa do schroniska, w którym (o ile nie znajdzie domu) zostanie poddany eutanazji. Mężczyzna mówi, że nie będzie płacić za psa byłej żony. Nie bacząc na błagania córki, wyrzuca Hagena z samochodu na ulicę. Od tego momentu zaczyna się dramat dwójki głównych bohaterów. Dziewczynka zaniedbując inne obowiązki szuka psa, kiedy tylko może. Hagen zaznaje losu bezdomnego zwierzęcia: przepędzany, przystępuje do sfory innych psów-bezdomniaków. Jego przyjacielem zostaje mały pies w typie Jack Russell teriera, który mu pomaga i uczy życia na ulicy. Scena ich bezgłośnej rozmowy jest bardzo ciekawa.


Pewnie około 90% filmu stanowi retrospekcja, która od niesamowitej sceny otwarcia (którą widzicie na zdjęciu) przenosi nas w przeszłość ukazując, co do niej doprowadziło.


Można powiedzieć, że Hagen przechodzi przez kolejne kręgi piekieł: schwytany przez bezdomnego, zostaje sprzedany sprzedawcy sklepu mięsnego, a następnie odsprzedany mężczyźnie o kryminalnej przeszłości, który wykorzystuje go do walk psów. W tym celu nie tylko drażni się z psem, lecz również go bije. Wszystko po to, by wzbudzić w nim agresję. Hagen (teraz zwany Maksem) jest także faszerowany narkotykami. Wątek tych brutalnych starć pojawia się w wielu filmach, np. w „Amores Perros” z 2000 r. czy w „Pułapce” (ang. Bullet Head) z roku 2017. O tym drugim będę zresztą niebawem pisać, gdyż zawiera ciekawy psi wątek. Kiedy psu cudem udaje się uciec, powraca do sfory, jednak rakarze co chwila prześladują zwierzęta i tak cała grupa trafia do schroniska. W jednej ze scen tam nakręconych widzimy kilka psów (w tym Hagena) oglądających w telewizji Toma z kreskówki „Tom & Jerry”, który w pokazanej scenie gra na fortepianie.


Trzeba jednak zauważyć, że w filmie widzimy też psy rasowe, które również zostają „pojmane” i zabrane do schroniska, żeby wymienić chociażby owczarka niemieckiego czy dobermana. Sam Hagen być może stanowi mieszankę ogara, labradora i rhodesiana ridgebacka, po którym, jak się wydaje, ma charakterystyczne zmarszczki na czole.


Jednym z wątków filmu jest rzeźnia, w której kontrolerem jakości mięsa jest ojciec Lili. Sceny te przypominają te z innego węgierskiego filmu o którym już pisałam, późniejszego „Duszy i ciała” z 2017 r. Ujęcie, w którym dwie krowy prowadzone są przez pasy do rzeźni skojarzyło mi się dziwnie…z Beatlesami i ich słynnym zdjęciem na zebrze.


Niewątpliwym walorem filmu jest bardzo często ukazywany punkt widzenia Hagena: kiedy siedząc w szafie patrzy przez szpary na Lili, która uczestniczy w próbie orkiestry (gra na trąbce, której dźwięk uspokaja psa), gdy patrzy za odjeżdżającym samochodem, w którym siedzi dziewczynka, Widzimy panoramę z góry na kałużę, przy której zbiera się sfora psów i koło której zostają wyłapane. Psie spojrzenie kierowane do góry pojawia się w scenach, gdy patrzy na kogoś, kto nad nim stoi: na rzeźnika, który chce go zabić, na bezdomnego. Pies patrzy z boksu na pozoranta – mężczyznę który wystawia go do walk, na mięso, które zostaje powieszone poza jego zasięgiem. Na ring wchodzimy razem z nim. Ujęcie, w którym pies po podaniu mu narkotyku traci przytomność, odzwierciedla ruch kamery, która praktycznie przewraca się razem z nim.


W filmie pojawia się wiele scen przemocy (od razu mówię, że symulowanej): pies jest szarpany na smyczy, bity. Kiedy biegnie przez most podskakuje na dźwięk syren promów, które pod nim przepływają i strach ten jest autentyczny. Pies nie bardzo wie, co ma ze sobą zrobić. Ujęcia mrożące krew w żyłach każdego miłośnika psów to te, kiedy Hagen dwukrotnie próbuje przekroczyć jezdnię pełną rozpędzonych samochodów. Wygląda to bardzo niebezpiecznie i przypomina analogiczną scenę (tylko z udziałem kota) z opisywanego na drugim blogu filmu „Oko kota”.


Relacja między córką, a ojcem jest bardzo napięta, właśnie z uwagi na psa. Nastolatka nazywa ojca draniem, opuszcza próbę orkiestry, jest krnąbrna. Podobnie jak Hagen, trafia w nieodpowiednie dla siebie miejsce: do klubu, w którym się upija. W efekcie z komisariatu odbiera ją ojciec, który dopiero wtedy pojmuje, jaką krzywdę jej wyrządził, skazując ją na rozłąkę z przyjacielem. Ojciec pyta ją - Masz kaca? Na co Lili odpowiada: - Tylko chce mi się pić. Zabawne i smutne zarazem. Dziewczynka przeżywa też pierwszą nieszczęśliwą miłość do swojego starszego kolegi z orkiestry.


Analogie między psem, a Lili pokazywane są też, kiedy oboje biegną i za pomocą cięć widzimy raz jedno, raz drugie.


Jest to jednocześnie film o zemście zwierząt, bitych i poniżanych, na swoich oprawcach. Motyw bardzo interesujący, a stosunkowo rzadko pojawiający się w kinie (innymi przykładami są film „Długi weekend” oraz serial „Zoo”.

W filmie widzimy dużo ujęć kręconych „z ręki”: jesteśmy bardzo blisko bohaterów, a kamera się trzęsie.


To, co bardzo mi się podobało, to podejście ekipy filmowców do psów: Hagen (w tej roli wystąpiły dwa psy: Luke i Body) zostaje wymieniony w czołówce tuż po dziewczynce. Wspomniani odtwórcy głównej roli to bracia, stąd ich duże podobieństwo. W dalszej części napisów pojawia się zapis „nasi psi koledzy”, a pod nim zostaje wymienionych sześć psów odtwarzających w filmie postaci trzech bohaterów.


Z kolei za moment, nawet nie na koniec filmu, jak to jest w zwyczaju, pojawia się deklaracja, która głosi, że ani podczas treningu, ani kręcenia filmu żadne zwierzę nie było źle traktowane ani zranione. Przestrzegano najsurowszych amerykańskich norm w tym zakresie, a wszystkie sceny przemocy były symulowane.


Czytając na temat „making of” filmu dowiedziałam się, że na planie pojawiło się aż 250 psów. Poza odtwórcami głównej roli, psy zostały zrekrutowane prosto z ulic Budapesztu lub schronisk i poddane treningowi oraz „resocjalizacji” przez trenerkę Teresę Anne Miller, córkę hollywoodzkiego trenera zwierząt Karla Lee Millera, który pracował ze zwierzętami przy takich produkcjach jak „Babe – świnka z klasą” czy „Cujo”, o którym już pisałam. Film dzięki temu nietypowemu i humanitarnemu zabiegowi, po zakończeniu zdjęć pozwolił na wyadoptowanie aż około 98% występujących w nim psów! Bardzo pomysłowa i godna pochwały oraz naśladowania inicjatywa. Natomiast organizacja PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) nie zatwierdziła filmu, mimo że przyznała, że zwierzęta nie były krzywdzone, z tego powodu, iż ich przedstawiciel nie był obecny na planie zdjęciowym. To, że zwierząt nie zastąpiono komputerowymi symulacjami w scenach zbiorowych stanowi moim zdaniem dodatkową zaletę filmu.


Film został bardzo dobrze odebrany przez krytyków, chociaż podkreśla się, że nie jest to łatwy w odbiorze seans z uwagi na przemoc i spore ilości krwi.


„Biały Bóg” był nagradzany i został węgierskim kandydatem do 87. ceremonii rozdania Oscarów, ale ostatecznie nie trafił na short listę nominowanych, za to psy otrzymały zbiorową nagrodę Palm Dog Award, która jest przyznawana od 2001 r. Palm Dog Award to coroczna nagroda alternatywna, przyznawana przez międzynarodowych krytyków filmowych podczas Festiwalu Filmowego w Cannes psim aktorom. Składa się ona ze skórzanej obroży dla psa z napisem „Palm Dog”.


Ostatnia scena filmu zapiera dech w piersiach z uwagi na swój monumentalny charakter (nie przypominam sobie, by w innym filmie w jednej scenie wzięło udział tak dużo psów). Dziewczynka dzięki swej trąbce przypomina trochę Szczurołapa z baśni, który hipnotyzował szczury za pomocą fujarki. Tutaj Lili hipnotyzuje psy za pomocą trąbki. Nie zdradzę, jak film się kończy: czy dziewczynka pogodzi się z ojcem i czy Hagen i Lili jeszcze się spotkają, bardzo go jednak polecam. Mądry, dający do myślenia seans.