🎬 Czarna magia na Manhattanie (1958)

Zaktualizowano: 11 cze 2021


„Czarna magia na Manhattanie” (ang. Bell, Book and Candle), której reżyserem jest Richard Quine, to skrzyżowanie komedii romantycznej z filmem fantasy. Natrafiłam na niego przypadkiem. Bardzo lubię takie niespodzianki, ponieważ w filmie występuje oczywiście kot.


Ale od początku: poznajemy historię Gillian Holroyd, właścicielki galerii sztuki afrykańskiej (w tej roli piękna Kim Novak) oraz jej sąsiada, wydawcy Sheparda ‘Shepa’ Hendersona (w którego wcielił się jeden z moich ulubionych amerykańskich aktorów, James Stewart). Ta dwójka spotkała się w tym samym roku już wcześniej na planie filmowym „Zawrotu głowy” w reżyserii Alfreda Hitchcocka. W filmie występuje też znany komik Jack Lemmon w roli brata kobiety, Nicky’ego.


Gillian (która należy do rodu czarownic) zakochuje się w swoim sąsiedzie. Film koncentruje się więc na perypetiach wokół jej prób podbicia jego serca za pomocą magii. I tutaj do akcji wkracza kot syjamski. Co warto podkreślić, w latach 50. i 60. w Stanach Zjednoczonych panowała moda na przedstawicieli tej rasy. Wystarczy wspomnieć filmy takie jak „Zakochany kundel” (ang. Lady and the Tramp) z 1955 r., „Niezwykła podróż” (ang. Incredible Journey) z 1963 r., „Koci detektyw” (ang. That Darn Cat!) z 1965 r. czy „Przygody Priscilli” (ang. The Perils of Priscilla) z roku 1969. O tym ostatnim pisałam już na blogu.


Obecnie profil rasy jest kompletnie inny: koty te mają znacznie wydłużone pyszczki i uszy, a dawny, „zaokrąglony” wzorzec kota syjamskiego przypomina obecnie kot tonkijski (tonkiński), który jest krzyżówką kota syjamskiego z burmańskim.


Wracając do kociego bohatera filmu: imię Pyewacket (w skrócie Pye) odnosi się ponoć do tak zwanego chowańca, czyli ducha opisanego przez rzekomą czarownicę w 1644 r. Jest to duch domowego ogniska. Co ciekawe, w 1957 r. twórcy filmu dali w gazecie ogłoszenie (tak naprawdę w formie artykułu), w którym napisali, jakiego kota poszukują do swojej produkcji. Według gazety „Hollywood Today” do wykonania określonych ujęć w filmie potrzeba było aż 12 kotów. Ostatecznie w rolę Pyewacketa wcielił się…Pyewacket, prywatny kot Kim Novak i to on zagrał w większości ujęć obecnych w filmie, a jego imię zostało umieszczone w scenariuszu, gdyż doskonale do niego pasowało. Z pewnością kot czuł się swobodniej i był spokojniejszy na planie z uwagi na obecność swojej pani.


Pyewacket pomaga Gillian oczarować Shepa: dwójka ta siedzi naprzeciwko mężczyzny i usilnie się w niego wpatruje. W tej scenie pada na nich niebieski blask (to ujęcie możecie zobaczyć w komentarzu pod tekstem), a kot mruczy coraz głośniej (podobno miłośnicy kotów syjamskich zbojkotowali film, gdyż uznali, że dźwięki wydawane w filmie nie są tymi w rzeczywistości wydawanymi przez syjamy). Pyewacketa widzimy też, kiedy jest noszony (oplata się wokół szyi Gillian niemalże jak wąż), przesiaduje na szafce lub na nią wskakuje. Wszystko obserwuje spod na wpół przymkniętych powiek. Otrzymuje mały drapak pod choinkę, ale w trakcie trwania filmu nie zostaje on nawet rozpakowany. Kota widzimy też, jak stoi na parapecie za oknem (o zgrozo). W chwili, kiedy kobieta w imię miłości wyrzeka się swoich czarodziejskich mocy, kot ją opuszcza, gdyż jego rola dobiegła końca. Wybiega więc na ruchliwą ulicę…Na moment trafia jeszcze do Gillian schwytany przez Shepa (który zresztą w mało subtelny sposób wpycha go do ażurowego kosza na śmieci z braku transportówki i tak przynosi go do sąsiadki)…Ona jednak zwraca mu wolność, a zwierzę przyłącza się do jej cioci i brata.


Współczesne odczytania filmu wskazują na to, że w latach 50. w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko) wyrzeczenie się przez kobietę swoich umiejętności i skupienie tylko i wyłącznie na zdobyciu męża traktowane było jako szczęśliwe zakończenie filmu. Z dzisiejszej perspektywy mówi się o tym, że kobieta poświęca się tu w imię miłości, rezygnując ze swego daru i tracąc przy tym kota.


Dla mnie najważniejsze sceny z udziałem kociego bohatera to te, w których widzimy jego punkt widzenia (są to dwa ujęcia, gdy patrzy on na parę z wysokości półki). Obraz jest wtedy czarno-biały i trochę zwężony, jakby ścieśniony. Może mieć na to wpływ zez, który był kiedyś bardzo często spotykany u syjamów. Czarno-biały sposób widzenia kota nie jest jednak zgodny z prawdą z perspektywy dzisiejszej nauki wiemy już, że zwierzęta te widzą niektóre kolory ze spektrum barw fioletowego, niebieskiego, zielonego i żółtego. Podobno nie widzą czerwieni.

Ogólnie rzecz biorąc, film jest bardzo przyjemny w odbiorze, lekki, i na pewno warto się z nim zapoznać, chociażby z uwagi na pięknego kota syjamskiego.