top of page

­čÄČ Darmozjady (2020)

Zaktualizowano: 12 cze 2021


ÔÇ×DarmozjadyÔÇÖ w re┼╝yserii i wed┼éug scenariusza Aleksandry Oriechowej to kr├│tkometra┼╝├│wka na podstawie opowiadania Antoniego Czechowa pod tym samym tytu┼éem, napisanego w 1886 r.. Ekranizacja jest wiern─ů adaptacj─ů tekstu, a jest to smutna opowie┼Ť─ç o starym, samotnym m─Ö┼╝czy┼║nie i jego zwierz─Ötach: psie i koniu (tytu┼éowych ÔÇ×darmozjadachÔÇŁ). M─Ö┼╝czyzna jest biedny (to zubo┼╝a┼éy mieszczanin), a w┼éa┼Ťciciel sklepiku kolonialnego radzi mu, aby pozby┼é si─Ö zwierz─ůt, oddaj─ůc jeÔÇŽdo rze┼║ni prowadzonej przez rakarza Ignata.


Tak oto opisuje zwierz─Öta Czechow: ÔÇ×Starzec usiad┼é na stopniu swego pochylonego ganeczka - i natychmiast nast─ůpi┼éo to, co nast─Öpowa┼éo stale ka┼╝dego poranka: podszed┼é do niego pies ┼üysek, du┼╝y kundel podw├│rzowy, bia┼éy w czarne ┼éaty, wylinia┼éy, zdychaj─ůcy, ┼Ťlepy na prawe oko. Podszed┼é nie┼Ťmia┼éo, wyginaj─ůc si─Ö boja┼║liwie, jakby dotyka┼é ┼éapami nie ziemi, lecz rozpalonej blachy; jego zniedo┼é─Ö┼╝nia┼ée cielsko m├│wi┼éo o ostatecznym zahukaniu. Zotow uda┼é, ┼╝e nie zwraca na ┼üyska uwagi; ale kiedy pies, merdaj─ůc s┼éabo ogonem i ┼éasz─ůc si─Ö ci─ůgle, poliza┼é mu kalosz, Zotow tupn─ů┼é ze z┼éo┼Ťci─ů.


- Bodaje┼Ť zdech┼é! - krzykn─ů┼é. - Wyno┼Ť si─Ö, paskudo!

Łysek odszedł na bok, usiadł i utkwił swe zdrowe oko w gospodarzu.

- Diab┼éy rogate! - ci─ůgn─ů┼é Zotow. - Herody! Was tu jeszcze brakowa┼éo na moj─ů bied─Ö!


Spojrza┼é z nienawi┼Ťci─ů na swoj─ů stod├│┼ék─Ö o strzesze wykrzywionej i omsza┼éej: z jej drzwiczek wygl─ůda┼é wielki ┼éeb ko┼äski, kt├│remu pochlebi┼éo prawdopodobnie, ┼╝e gospodarz zwr├│ci┼é na niego uwag─Ö, poruszy┼é si─Ö bowiem, wysun─ů┼é - i po chwili wyjrza┼é ju┼╝ ca┼éy ko┼ä, tak samo niedo┼é─Ö┼╝ny jak ┼üysek, r├│wnie nie┼Ťmia┼éy i zahukany. Suchonogi by┼é, siwy, z zapad┼éym brzuchem i grzbietem stercz─ůcym. Szkapa wysz┼éa ze stod├│┼éki i przystan─Ö┼éa niepewnie, jakby zawstydzona.


- ┼╗e te┼╝ pomoru na was nie ma! - zrz─Ödzi┼é dalej Zotow. - ┼╗eby┼Ťcie scze┼║li z moich oczu, przekl─Ötnicy... ┼╗ry─ç pewnie chcecie! - wykrzywi┼é w pogardliwym u┼Ťmiechu sw─ů rozz┼éoszczon─ů twarz. - Ju┼╝ si─Ö robi... w tej chwileczce! Dla takiego bezcennego rumaka mam w br├│d najwyborniejszego owsa! ┼╗ryj! Ju┼╝ podaj─Ö! I dla takiego wspania┼éego psa te┼╝ si─Ö znajdzie jedzenie! A je┼╝eli taki drogi pies, jak ty, nie zechce chleba, to mu si─Ö da wo┼éowinki.


(ÔÇŽ) Nie mam obowi─ůzku ┼╝ywi─ç was, pasibrzuchy! Nie jestem milionerem, ┼╝eby┼Ťcie mnie objadali i opijali! Sam nie mam co do g─Öby w┼éo┼╝y─ç, wyw┼éoki przekl─Öte! Bodaj was cholera! Ani po┼╝ytku z was, ani zadowolenia, tylko zgryzota i strata! Dlaczego nie chcesz jeden z drugim u┼Ťwierkn─ů─ç? C├│┼╝e┼Ťcie to za takie osoby, ┼╝e nawet ┼Ťmier─ç was nie bierze? A ┼╝yjcie sobie, do stu diab┼é├│w, tylko ja was nie b─Öd─Ö karmi┼é! Dosy─ç was ┼╝ywi┼éem! Nie b─Öd─Ö!


Zotow oburza┼é si─Ö i piorunowa┼é - a pies i ko┼ä s┼éucha┼éy tego. Czy te dwa chlebojady rozumia┼éy, ┼╝e im si─Ö wymawia kawa┼éek chleba - nie wiem; wiem tylko, ┼╝e coraz g┼é─Öbiej wci─ůga┼éy w siebie brzuchy, ┼╝e postacie ich kurczy┼éy si─Ö, szarza┼éy, stawa┼éy si─Ö jeszcze bardziej zahukane... Ta ich potulno┼Ť─ç rozdra┼╝nia┼éa Zotowa coraz mocniej.


- Precz! - krzykn─ů┼é ogarni─Öty uniesieniem. - Precz z mego domu! ┼╗ebym was na oczy nie widzia┼é! Kto mi ka┼╝e trzyma─ç u siebie takie ta┼éa┼éajstwo! Wont!

Stary podrepta┼é do bramy, otworzy┼é j─ů, podni├│s┼é z ziemi kij i zacz─ů┼é wyp─Ödza─ç z podw├│rza swych darmozjad├│w. Szkapa szarpn─Ö┼éa g┼éow─ů, poruszy┼éa ┼éopatkami i zakikuta┼éa ku bramie; pies za ni─ů. Po wyj┼Ťciu na ulic─Ö i przej┼Ťciu kilkunastu krok├│w - i jedno, i drugie zatrzyma┼éo si─Ö pod p┼éotem.


- Ja tu was! - pogrozi┼é im Zotow. Wyp─Ödziwszy darmozjad├│w uspokoi┼é si─Ö i zabra┼é do zamiatania podw├│rza, wygl─ůdaj─ůc od czasu do czasu na ulic─Ö: ko┼ä i pies sta┼éy jak wryte pod p┼éotem, patrz─ůc t─Ösknie na bram─ÖÔÇŁ. W ko┼äcu wpuszcza ich z powrotem, ale udaje si─Ö do sklepiku kolonialnego by wy┼╝ebra─ç znowu troch─Ö owsa i herbat─Ö. Postanawia te┼╝ uda─ç si─Ö w drog─Ö do swojej wnuczki, kt├│ra w zamian za opiek─Ö nad nim mam odziedziczy─ç jego chat─Ö.


M─Ö┼╝czyzna ÔÇ×Opuszczaj─ůc dom nie zamkn─ů┼é bramy - i skutkiem tego da┼é im mo┼╝no┼Ť─ç i┼Ť─ç, gdzie im si─Ö ┼╝ywnie podoba.


Nie uszed┼é jeszcze wiorsty, gdy us┼éysza┼é za sob─ů st─ůpania. Obejrza┼é si─Ö i - kij i t┼éumoczek wypad┼éy mu z r─ůk... Plasn─ů┼é ze z┼éo┼Ťci─ů w d┼éonie: zwieszaj─ůc g┼éowy, podwin─ůwszy ogony, szkapa i ┼üysek sz┼éy zwolna za nim.


- Wont z powrotem! - krzykn─ů┼é machaj─ůc r─Ök─ů. Darmozjady przystan─Ö┼éy, spojrza┼éy na siebie, potem na swego pana... Zotow odwr├│ci┼é si─Ö i szed┼é dalej. Darmozjady za nimÔÇŁ.


Zotow oddaje swoich wiernych przyjaci├│┼é do rze┼║ni. Okrutnego czynu nie t┼éumaczy to, ┼╝e w sklepie zd─ů┼╝y┼é si─Ö upi─ç. Po fakcie sam podstawia g┼éow─Ö pod top├│r w ge┼Ťcie rozpaczy, ale jest ju┼╝ za p├│┼║no. Zostaje sam, nawet bez tych towarzyszy, kt├│rzy tak irytowali go swoj─ů obecno┼Ťci─ů i kt├│rych przywi─ůzania nie doceni┼é.


Akcja dzieje si─Ö jesieni─ů, a film jest utrzymany w szaro-burych barwach ziemi, dodatkowo podkre┼Ťlaj─ůcych smutny przebieg zdarze┼ä. Zwierz─Öta s─ů koszmarnie brudne (co jest tym bardziej widoczne, ┼╝e zar├│wno ko┼ä, jak i pies s─ů bia┼ée). Pies zap─Ödzony do k─ůta przez rakarza-rze┼║nika jest autentycznie przestraszony, co ewidentnie pokazuje jego mowa cia┼éa. Film o zdesperowanym cz┼éowieku, kt├│ry miota si─Ö pomi─Ödzy w┼éasn─ů bied─ů, a ci─ů┼╝─ůcym na nim obowi─ůzkiem opieki nad zwierz─Ötami, pokazuje dramatyczny wyb├│r bohatera, kt├│rego nie przemy┼Ťla┼é i kt├│rego zapewne za chwil─Ö po┼╝a┼éuje, skontrastowany z bezbronno┼Ťci─ů i oddaniem zwierz─ůt cz┼éowiekowi, kt├│ry na nie nie zas┼éugiwa┼é.


Film obejrza┼éam w ramach ubieg┼éorocznego 14. Sputnika nad Polsk─ů - Festiwalu Film├│w Rosyjskich.




Comments


bottom of page