🎬 K-9 (1989)

Zaktualizowano: cze 12


Pamiętacie, jak ostatnio pisałam o niejasnej historii dalszych losów bohatera odtwarzającego rolę Beethovena? Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku owczarka niemieckiego odgrywającego rolę Jerry’ego Lee (imię odziedziczone po muzyku Jerrym Lee Lewisie) w komedii sensacyjnej „K-9”. W napisach końcowych pies zostaje wymieniony na 5. pozycji listy obsady jako Jerry Lee. Naprawdę rolę tę odtwarzało kilka psów (co najmniej dwa, co zresztą podczas uważnego oglądania filmu staje się oczywiste – jeden z nich jest potężniejszy, ciemniejszy i szczeka bardziej donośnym głosem niż drugi).


W przypadku tego psiego bohatera podaje się dwa imiona: Koton i Rando. Jeśli chodzi o tego drugiego, jedna z wersji głosi, że do filmu Rando trafił z Niemiec, a po nim spędził z rodziną w Malibu długą emeryturę.


Z kolei Koton, o którym pisze się więcej, miał być w rzeczywistości wyhodowany na psa policyjnego, co sprawiło, że idealnie pasował do filmu o przygodach niekonwencjonalnego policjanta i jego niezależnego psa specjalizującego się w wykrywaniu narkotyków. Zagrał także w miniserialu telewizyjnym pod tym samym tytułem. Koton przed udziałem w filmie pracował dla policji w Kansas City jako oficer K-9. W swojej karierze policyjnej był odpowiedzialny za ponad 24 aresztowania za przestępstwa, a w październiku 1991 r. znalazł 10 kilogramów kokainy o wartości ponad 1,2 miliona dolarów. Niestety, życie powtórzyło filmowy scenariusz i 18 listopada 1991 r. Koton został śmiertelnie postrzelony podczas próby zatrzymania podejrzanego o zabójstwo policjanta… W tej wersji opowieści to Koton nauczył się angielskiego do tej roli po przeszkoleniu w języku niemieckim. Podobno był tak grzeczny, że ekipa musiała go namówić do rozrabiania jako Jerry Lee.


Film otrzymał mieszane recenzje, ale krytycy w większości przychylnie odnieśli się do występu czworonożnego aktora. Rita Kempley z „The Washington” post napisała, że Jerry Lee jest „czworonożnym Burtem Reynoldsem stworzonym do szybkich samochodów i scen pościgów”. W roli trenerów podobnie jak to miało miejsce w przypadku o trzy lata starszego „Beethovena” wystąpili Karl Lewis Miller i Teresa Miller.


„K9” miał dwie kontynuacje: „K-911” (1999) oraz „K9: Prywatny detektyw” (2002).

Poza Jerrym Lee w filmie pojawia się wiele innych owczarków niemieckich w scenie w ośrodku szkolenia psów K-9, golden retriver oraz ukochana psiego policjanta, duża biała pudlica o imieniu Aretha (nazwana tak po Arecie Franklin) oraz mały biały piesek w scenie na ulicy.


W mieszkaniu detektywa Dooleya jest sporo zwierzęcych dekoracji: wszędzie porozstawiane figurki przedstawiające żaby, psa oraz miś, a także żywe niebieskie rybki w akwarium. Ponadto, w filmie widzimy papugę w sklepie zoologicznym i nieodzowne w mieście gołębie.


W filmie pojawia się kilka oczywistych z dzisiejszego punktu widzenia (i wiedzy naukowej) bzdur, np. teksty, że „zwierzęta nie cierpią” lub teoria dominacji. Jerry Lee zjada ponoć fasolkę z chili, co nie jest godnym pochwały psim posiłkiem. Nie wiem, jak nakręcono scenę z psem w myjni (wykąpanym razem z autem), ale przemoczony pies przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy.


Najciekawsze sceny to te, kiedy widzimy owczarkowy punkt widzenia: kiedy biegnie po dachu i wspina się po drabinie. Ładne zdjęcia towarzyszą dwukrotnie pogoni Jerry’ego Lee (pierwszy raz w 79. minucie filmu za ciężarówką, drugi raz – za przestępcą). Pies jest ukazany podczas biegu w zwolnionym tempie, dodatkowo słyszymy jego zdyszany oddech. Równolegle do niego poprowadzona kamera pozwala nam być bliżej psa policyjnego w akcji.


Nie jest to z pewnością wybitne arcydzieło (krytycy podkreślali niewiarygodność – pewnie mieli na myśli m.in. leczenie psa w szpitalu dla ludzi), ale pozwala spędzić miły wieczór, a dla zagorzałych miłośników owczarków niemieckich (do których się zaliczam) jest to pozycja obowiązkowa.