🎬 Kizi Mizi (2007)

Zaktualizowano: cze 11


Niedawno pisałam o „Kici,, kici”, pora na „Kizi Mizi” ;-) Film o zabawnym tytule to jedna z wcześniejszych animacji Mariusza Wilczyńskiego, którego słynne już „Zabij to i wyjedź z tego miasta” zdobyło laury na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.


Fabuła i konstrukcja filmu są dość niecodzienne. Oto rysunkowe alter ego reżysera wyświetla nam film, w którym z kolei bohaterowie oglądają western, w którym kot i mysz na koniach odjeżdżają w siną dal... Chciałoby się powiedzieć: budowa szkatułkowa, jednak to dopiero początek: film opowiada historię miłosnego trójkąta, składającego się z …myszy i dwóch kocurów. Jeden z nich, niczym tajemniczy bohater rodem z filmu noir przybywa ubrany w płaszcz i kapelusz (w jednym z ujęć mamy już zapowiedź późniejszego Behemota z „Zabij…”). Drugi adorator myszy to kot zastępujący w zegarze kukułkę, który pod nieobecność pierwszego kochanka zeskakuje ze ściany i zaczyna tańczyć swój dziwaczny taniec radości, że oto pozbył się rywala.


Nie ulega wątpliwości, że romanse myszy opierają się wyłącznie na seksie, chociaż po odejściu „kota w kapeluszu” smętnie wyczekuje na łóżku na jego kolejne odwiedziny.


Jest to z całą pewnością film o samotności, odmierzanej tylko przez tykający zegar, na dodatek samotności, która upodabnia każdy kolejny dzień do poprzedniego.


Forma filmu (obraz przypominający wirażowanie rodem z kina niemego i ramka-kadr, w której toczą się wypadki), to zabieg charakterystyczny dla tego reżysera, podobnie jak muzyka bluesowa Tadeusza Nalepy.


Zakończenie filmu również nie jest typowe – napisy końcowe są dwukrotnie przerywane po to, żebyśmy mogli poznać epilog mini-opowieści, który (również jak w kinie noir) musi być tragiczny. Nietypowe, animowane kino dla dorosłych, z którym warto się zapoznać, tym bardziej, że było wprawką do późniejszych sukcesów reżysera.