🎬 Koko di Koko da (2019)


Tytuł filmu Johannesa Nyholma wziął się od wyrazów naśladowczych – nasze „kukuryku” to po szwedzku „koko di koko da”. Odnosi się on jednocześnie do leitmotivu tego „thrillero-horroru”: szwedzkiej, dość makabrycznej piosenki dla dzieci, zatytułowanej „Vår tupp är död”, co możemy przetłumaczyć na „Nasz kogucik nie żyje”. Oto jej nieskomplikowany tekst:


„Nasz kogucik nie żyje, nasz kogucik nie żyje,

Nasz kogucik nie żyje, nasz kogucik nie żyje,

Nie będzie już piał kokodi kokoda

Nie będzie już piał kokodi kokoda

Kokokoko koko kokodi, kokoda

Kokokokokokokokokokokokokokodek”.


Piosenka otwiera i zamyka film (stanowi podkład muzyczny pod ilustrację pozytywki, na której dopatrzymy się jego bohaterów, m.in. koguta i brązowego psa). I rzeczywiście, w filmie pojawiają się dwa amstaffy (jeden biały, rzekomo martwy – jego ciało jest przenoszone z miejsca na miejsce) i brązowy, pręgowany, szkolony do walk.


Ważnym motywem filmu jest też królik. Za te zwierzęta przebrana jest rodzina (makijaż i królicze uszy), odgrywają też one kluczową rolę w scenach poświęconych teatrzykowi cieni (w których występuje też rajski ptak). Teatrzyk ten w poetycki i jednocześnie przerażająco trafny sposób odzwierciedla traumę tej rodziny. Królicze uszy ma również kobieta pojawiająca się pod koniec filmu.


Z naszego punktu widzenia najważniejszy jest jednak tajemniczy, biały kot, który pełni w filmie rolę mistycznego herolda, zapowiadającego rychłe nadejście psychopatycznej trójcy, której towarzyszą wspomniane psy. Kot kusi, prowadzi do lasu, przygląda się zdarzeniom. Zawsze widzimy go z oddali, nie pojawiają się zbliżenia. Nie możemy dobrze mu się przyjrzeć. To, co jest warte podkreślenia, to przełamanie stereotypu – wspomnianej trójce powinien zasadniczo towarzyszyć czarny kot, zastąpienie go białym zwierzęciem jest więc ciekawym zabiegiem.



Na plakacie do filmu kot ma zretuszowane oczy, które są czerwone, ale też półprzymknięte i bardziej kojarzą się z objawem kociego kataru niż ze złowrogim wizerunkiem.


Trudno znaleźć informacje na temat grającego w filmie kota (kotów?). Z napisów końcowych dowiadujemy się tylko, że trenowały go trzy trenerki. W sumie w napisach końcowych pojawia się pięć zwierzęcych imion: Pixel, Kemichi, Puccini, Caesar, Tequila, trudno jednak określić, które z nich odnoszą się do psów, a które do kotów. Na pewno psem jest Kemichi.


Film jest wstrząsający z uwagi na swój minimalizm, połączony z pozornie nieprzystającą, wręcz radosną dziecięcą piosenką. To zderzenie daje efekt niezapomniany, a całość jest utrzymana w klimacie w rodzaju skrzyżowania „Dnia świstaka” i sennego koszmaru.


Jeśli chcecie się zmierzyć z tym seansem, jest on obecnie dostępny na VOD Nowe Horyzonty.