🎬 Ladykillers, czyli zabójczy kwintet (2004)

Zaktualizowano: cze 11


„Ladykillers, czyli zabójczy kwintet” (ang. Ladykillers) w reżyserii braci Coen to komedia kryminalna z Tomem Hanksem na czele. Jest to remake filmu z 1955 r., zatytułowanego „Jak zabić starszą panią” (ang. The Ladykillers), o którym będzie jutro mowa na moim drugim blogu.


W filmie pojawiają się ptaki: kruk, będący nawiązaniem do poematu Edgara Allana Poe o tytule… „Kruk” (o Poem wspomina też szef gangu), oraz mewy. Profesor G.H. Dorr (w tej roli Hanks) to elegancki i dobrze wychowany meloman. Z pierwowzorem, którym była postać Aleca Guinnessa z wersji z 1955 r. łączą go chyba tylko duże zęby i wyszukane maniery. Wizerunek wykreowany przez Hanksa jest jednak znacznie sympatyczniejszy.


W wersji z 2004 r. znajdziemy kilka znaczących zmian w fabule: fajtłapowaci złodzieje włamują się już nie do banku, lecz do biura kasyna. Prowadzi do niego podkop, wykonany w piwnicy starszej pani, u której profesor wynajmuje lokum. Próby wyimaginowanego kwintetu tym razem odbywają się nie na piętrze, lecz w piwnicy.


Energiczna starsza pani tym razem mieszka z kotem, rudzielcem o imieniu Korniszon (ang. Pickles). Kot przy każdej nadarzającej się okazji ucieka z domu i pędzi przed siebie w nieznane, podzwaniając przyczepionym do obroży dzwoneczkiem.


W pierwszej scenie, w której się pojawia, spotyka swoją panią przy drzwiach, powiewając w geście powitania wysoko wyprostowanym ogonem. Towarzyszy jej także podczas robienia na drutach, siedząc na pobliskim fotelu.

Nadchodzące kłopoty w postaci profesora zwiastuje zachowanie kota: jeży się i wygina grzbiet w pałąk (widzicie to ujęcie na poniższym zdjęciu). Korniszon czmycha z domu, a profesor na prośbę starszej pani usiłuje go zdjąć z drzewa. Kot cofa się na pniu, sycząc na mężczyznę, po czym człowiek (pod którym zarywa się gałąź) ląduje na ziemi.


Kiedy cały „zespół” melduje się w piwnicy, kot, niczym zaufany szpieg starszej pani, siedzi w pobliżu i obserwuje ich poczynania. Zakrada się również do samochodu gangu by sprawdzić, dokąd się oni udają pod osłoną nocy.

Korniszon bierze też udział w przewrotnej puencie filmu i niejako „stawia kropkę nad i”, zamykając całą opowieść. Co w tej scenie robi – nie zdradzę, warto się jednak przekonać.


Omawiana wersja, mimo kilku słabszych scen czy mało wyrafinowanych żartów, jest jednak tą przeze mnie preferowaną. Sceną, która miłośników zwierząt przyprawi o zgrozę jest ta, w której grający w reklamie buldog angielski o imieniu Otto ma założoną na głowę maskę przeciwgazową z czasów I wojny światowej. Pies pozbawiony powietrza mdleje, a następnie umiera. Plan zdjęciowy przypomina bowiem pole bitwy z tego okresu, a maski gazowe po raz pierwszy u zwierząt zaczęto stosować właśnie podczas tej wojny (głównie u psów, koni i osłów). W napisach końcowych pojawia się jednak napis, że sceny z udziałem zwierząt były monitorowane i w związku z tym żaden zwierzak nie ucierpiał na planie. Oczywiście niewątpliwym atutem filmu jest opisany kot, oglądając zwróćcie więc na niego baczną uwagę.