🎬 Listonosz zawsze dzwoni dwa razy (1946)

Zaktualizowano: cze 11


„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”(ang. The Postman Always Rings Twice) to film Taya Garnetta. Ten dramat kryminalny powstał na podstawie powieści z 1934 r. pod tym samym tytułem autorstwa Jamesa Caina. Muszę przyznać, że film mnie nie porwał, a nawet dość nudził. Historia, jakich w kinie wiele: kobieta o imieniu Cora (w tej roli Lana Turner), jej mąż i kochanek. Kobieta wraz z kochankiem planuje pozbyć się męża. Moim zdaniem znacznie lepszy jest remake z Jackiem Nicholsonem i Jessicą Lange, o którym opowiem jutro. O pierwowzorze opowiadam jednak oczywiście dlatego, że pojawia się tu kot.


Film jest czarno-biały, trudno więc jednoznacznie orzec, jakiego kot jest koloru. W odróżnieniu od wspomnianego remake’u, w którym rola zwierzęcia jest bardziej rozbudowana, tutaj widzimy go tylko w scenie, kiedy zbliża się do drabiny, która „odegra” ważną rolę. Mężczyzna chce go od niej odstraszyć, rzucając w niego kamieniem… W tym momencie na motorze podjeżdża policjant, który podczas rozmowy z Frankiem (kochankiem), mówi: „-No proszę, coś takiego. Kot włazi po drabinie. Lubię koty. Wiecznie coś kombinują”.


Kot wchodzi na drabinę, a następnie spada, porażony prądem... Wszystko to następuje między 34. a 35. minutą filmu.


W 41. minucie ten sam policjant, który odkrywa nazajutrz ciało kota, mówi ze smutkiem: „- W życiu nie widziałem ładniejszego kota. A teraz martwy na amen.” Stwierdzenie „martwy na amen” powtarza zresztą trzykrotnie.

Policjant zjawia się po raz trzeci, i znowu nawiązuje do kota: „- Biedny kotek. Zabiło go.


Na co Frank odpowiada (wcześniejszymi słowami stróża prawa, niejako go parodiując):

- Martwy na amen. Tak było?

- Tak.”


Wyraźnie więc widać, że jedyną osobą, która przejęła się losem kota, jest właśnie policjant.


Czytając o kociej gwieździe filmowej można się dowiedzieć, że w filmie funkcjonuje ona jako Curiosity (czyli Ciekawość). Zresztą w języku angielskim istnieje powiedzenie, które głosi, że „ciekawość zabiła kota”. Naprawdę kotka miała na imię Sasha Pirster.


Była bardzo lubiana zarówno przez ekipę na planie, jak i obsadę. Przypadła zwłaszcza do gustu Lanie Turner, która ponoć zabierała ją na miasto (aktorka piła drinka, kotka – śmietanę). Podczas jednej z takich wypraw Sasha poznała kocura Feliksa Karrlupa, z którym miała później w sumie trzynaścioro kociąt, po tym, jak „wycofała się” z branży filmowej.


Tak jak mówię, film mnie nie zachwycił, dlatego podaję konkretne minuty, w których pojawia się koci wątek, ale oczywiście zawsze najlepiej samemu się przekonać. Kto wie, może Wam ten film się spodoba?