🎬 Ludzie-koty (1942)

Zaktualizowano: cze 11


„Ludzie-koty” (ang. Cat People) to film w reżyserii Jacquesa Tourneura. Jego producentem był Val Lewton. Jak głosi zakulisowa pogłoska, scenariusz został oparty na jego własnej fobii przed kotami (czyli ailurofobii) oraz na strachu przed byciem dotykanym (hafefobia). Obydwa elementy rzeczywiście pojawiają się w filmie.


Pomimo tego, że film w założeniu miał być niskobudżetowym horrorem klasy B, podkreśla się, że filmowcom udało się osiągnąć całkiem niezły rezultat. Chodzi o operowanie światłem i cieniem w tym czarno-białym obrazie.


Jest to opowieść o Irenie, imigrantce z Serbii, która przybywa do Nowego Jorku. Zajmuje się projektowaniem mody, jednak jak magnes do miejscowego zoo przyciąga ją czarna pantera (odmiana melanistyczna lamparta). Pod jej wybiegiem poznaje Olivera Reeda, projektanta statków. W ogrodzie zoologicznym widzimy też inne pantery.


Kobieta z własnego mieszkania słyszy ryk lwów. Według niej dźwięk ten uspokaja, natomiast ryk panter przypomina jej krzyk kobiet. Ciemność jest według Ireny przyjazna i bardzo ją lubi, dlatego odruchowo nie zapala światła mimo tego, że gości Olivera u siebie. Zagadnięta przez mężczyznę o dziwną rzeźbę, opowiada niniejszą legendę: „- Jan, król Serbii uwolnił Serbię od Mameluków i oswobodził ludzi.

- Dlaczego on przeszywa włócznią tego kota?

- Tak naprawdę to nie jest kot. Ma on symbolizować złą drogę, na która kiedyś wstąpiła moja wieś. Mamelukowie przybyli do Serbii dawno temu i uczynili z ludzi niewolników. Ludzie powoli się zmienili. Gdy król Jan wygnał Mameluków, i przybył do naszej wioski, zastał tam straszne rzeczy. Ludzie składali pokłony Szatanowi i odprawiali msze na jego cześć. Stali się wiedźmami i złem wcielonym. Król Jan zgładził niektórych własnym mieczem, ale kilkoro, tych najmądrzejszych i najbardziej nikczemnych, uciekło w góry. Legenda tych najbardziej złych i niebezpiecznych, którzy uciekli, prześladowała wioskę, w której się urodziłam”.

Irena unika ludzi, a zwłaszcza mężczyzn, ponieważ legenda głosi, że jeśli któryś ją pocałuje bądź obejmie, zła część jej natury (czyli pantera) obudzi się w niej i zamorduje ona ukochanego. Co ciekawe, nawet opiekun panter w zoo jest przekonany o ich diabelskim pochodzeniu, cytując fragment Biblii, który jego zdaniem ich dotyczy.


Oliver kupuje Irenie w prezencie kociaka syjamskiego. Trzyma go w pracy w pudełku po butach. I tu padają słowa jego kolegi: „- Chyba nie stałeś się miłośnikiem kotów, prawda?

- Nie, kupiłem go dla przyjaciółki”.


Jednak ku zdziwieniu mężczyzny, Irena zdaje się bać kociaka, i nie chce go przyjąć. Stwierdza, że koty po prostu jej nie lubią i prosi o wymianę zwierzęcia na kanarka w sklepie zoologicznym.


We wspomnianym sklepie oprócz ptaków i…dwóch małpek widzimy miot kociąt. Wszystkie zwierzęta wpadają w popłoch, gdy Irena przekracza próg sklepu. Nie uchodzi to uwadze ekspedientki: „- Nie pojmuję, co w nie wstąpiło. Ostatnim razem tak się zachowywały, gdy jakiś bezdomny kot tu wszedł i zjadł moje wafelki ryżowe.(…) Zwierzęta potrafią być jak medium. Są pewni ludzie, którzy po prostu nie mogą tu wchodzić. Moja droga szwagierka na przykład. To bardzo miła dziewczyna, nic do niej nie mam, ale powinien pan widzieć, co się działo, gdy przekroczyła próg tego miejsca. Zwłaszcza koty. One wiedziały. Możesz oszukać wszystkich, mój drogi, ale nie oszukasz kota. One wiedzą, kto jest nie w porządku, jeśli pan wie, co mam na myśli”.


Irena otrzymuje więc kanarka, jednak jest nim dziwnie podekscytowana. Wkłada rękę do klatki i dotąd prześladuje ptaszka, który nie ma dokąd uciec, aż dostaje on ataku serca i umiera. Wtedy karmi nim…czarną panterę w zoo, którą regularnie odwiedza.


Para pobiera się, jednak Irena śpi w oddzielnej sypialni, bojąc się klątwy. Zaogniający się konflikt między małżonkami wykorzystuje koleżanka z pracy Olivera. Irena szybko orientuje się w sytuacji. Wzbierający w niej gniew sprawia, że pod osłoną nocy przeistacza się w czarną panterę, szukającą zemsty. Nie zdradzę zakończenia, ale polecam Wam ten film, głównie ze względu na zdjęcia… i przepiękną czarną panterę, która przebywa w skandalicznych jak na obecne standardy warunkach: w niczym nieosłoniętej klatce, bez zajęcia, na betonie. W dodatku jej wybieg jest krańcowy, co wzmaga w niej poczucie strachu i osaczenia z każdej strony, co zresztą jest na filmie widoczne. Zwróćcie uwagę na jej mowę ciała.


Moim ulubionym dzikim kotem jest taka właśnie pantera (lampart) lub jaguar umaszczony melanistycznie, czyli posiadający specyficzną, ciemną pigmentację, wynikającą ze zwiększonej ilości melaniny (ciemnego pigmentu). W efekcie na czarnym futrze cętki są widoczne, ale możemy je na dużym kocie zobaczyć tylko z bliskiej odległości.


Ci z Was, którzy mieszkają w Warszawie, z pewnością pamiętają piękną jaguarzycę Beatę ze stołecznego zoo, która niestety odeszła w zeszłym roku. Była ona posiadaczką takiego właśnie futra.


Kończąc z dygresjami: w filmie już podczas napisów początkowych pojawia się czarna pantera, namalowana przez Irenę. Drugi jej wizerunek kobieta gubi przy klatce zwierzęcia. Nie chce go pokazać Oliverowi, ponieważ pantera na nim jest przebita mieczem. W restauracji podczas przyjęcia weselnego pary do Ireny podchodzi tajemnicza kobieta w czerni. Jeden z gości mówi, że wygląda ona jak kot.


Ponadto w scenie na basenie (polecam uważnie przyjrzeć się grze świateł) pojawia się mały, czarny kociak, który na widok Ireny cały się najeża i bierze nogi za pas. Oznakami obecności pantery są w filmie odciski łap, a także podarty w strzępy szlafrok rywalki Ireny.


Alice, wspomniana koleżanka Olivera, ma również kota o imieniu John Paul Jones.

Jak widać, kocich tropów jest tu bardzo dużo, i to zarówno dużych kotów, jak i tych domowych. Właściwie bardziej adekwatny tytuł filmu brzmiałby „ludzie-pantery”.