🎬 Nocą wszystkie koty są szare (2019)

Zaktualizowano: cze 11


„Nocą wszystkie koty są szare” (niem. Nachts sind alle Katzen grau, ang. All Cats Are Grey in the Dark) to nagradzany szwajcarski krótkometrażowy film dokumentalny w reżyserii Lasse Lindera. Obejrzałam go w ramach przeglądu @The Best of 14. Żubroffka Online.


Wyrażenie „nocą wszystkie koty są szare” oznacza, że w ciemności wygląd fizyczny nie ma większego znaczenia. Frazę tę przypisuje się Benjaminowi Franklinowi.

Ten niespełna kilkunastominutowy film opowiada o Christianie, mężczyźnie w średnim wieku, który żyje samotnie z dwiema kotkami rasy szkocki zwisłouchy (ang. Scottish Fold), Marmoladką i Katiuszą. Koty te charakteryzują się tym, że ich uszy nie stoją prosto, lecz są przytulone do głowy. W związku z tym zwierzęta te mogą mieć problemy w komunikacji z innymi kotami: z powodu postawy uszu, są atakowane, gdyż niechcący wysyłają mylne sygnały (że są złe lub przestraszone). Uważa się, że powinny być trzymane tylko z przedstawicielami własnej rasy, co ma zapobiegać konfliktom.


Sceny, które oglądamy, ilustrują codzienne życie z kotkami. Mężczyzna jest hodowcą kotów, obserwujemy więc wyprawę za granicę do kocura o imieniu Hektor, który zostanie ojcem dzieci Marmoladki. Jest to uznany reproduktor, o czym świadczą liczne wstążki zdobyte na wystawach kotów.


Zachowanie głównego bohatera można różnie interpretować: z jednej strony samotnik i ekscentryk (potrafi wyjść bez spodni, tylko w bieliźnie i koszuli na klatkę schodową), rozmawia w zasadzie tylko z botem o imieniu Alexa, który proponuje mu odsłuchanie piosenek.


Z drugiej strony, to bardzo wrażliwy, samotny człowiek, którego historii życia nie znamy (widzimy tylko, jak płacze, tęskniąc za kimś o imieniu Ascolta, prawdopodobnie wcześniejszym kotem). Jest nadopiekuńczym kocim tatą: w obawie, żeby nie stracić wychodzącej kotki z oczu i by wiedzieć, gdzie się znajduje, zakłada jej obrożę ze specjalnym brzęczykiem (swoją drogą dość irytującym).

Patrząc na tę opowieść jeszcze pod innym kątem, może zaniepokoić głębia przywiązania Christiana do kotów – traktuje je jak ludzi, więc słyszymy takie oto monologi do nich skierowane: „Zrobiliśmy to, zrobiliśmy” (kiedy kotka zaszła w ciążę), „Kochanie, zostaniesz mamusią”, „Marmoladko, jesteś całym moim światem”, „Kocham cię”. I chociaż sami często podobnie zwracamy się do naszych zwierząt i nie ma w tym nic złego, martwić może to, że mężczyzna zachowuje się tak, jak gdyby nie interesowało go nic poza pupilkami. Widzimy, jak opowiada jednej z kotek o tym, że jej poprzedni miot skończył właśnie dwa lata i o tym, jak piękne koty z nich wyrosły. W filmie pojawiają się elementy komiczne, jak wtedy, gdy mężczyzna dopytuje kotkę, czy na pewno go słucha. Czyżby dla niego granica pomiędzy dwoma gatunkami się zatarła? W jednym z opisów filmów natrafiłam nawet na stwierdzenie, że obraz ten jest melodramatem, jednak w tym domu to człowiek jest w dramatycznej sytuacji; według innej interpretacji jest to odyseja ekscentryka i jego kotów.


Co prawda, Christian musi czasem wyjść z domu (w końcu trzeba iść z kotami do lekarza weterynarii, do sklepu czy też pojechać na urlop), jednak wydaje się, że najlepiej czuje się leżąc na dywanie i obserwując w zamyśleniu swoje podopieczne.


Zaniepokoiło mnie nonszalanckie i beztroskie noszenie kotów na ramionach. Nawet w lecznicy weterynaryjnej, na promie, na stacji benzynowej czy na wczasach w górach (zresztą w hałaśliwym kurorcie, niezbyt więc odpowiednim dla kotów miejscu) są one „luzem”, nie zabezpieczone w transporterkach. Podobnie rzecz ma się w supermarkecie, kiedy jadą w wózku na zakupy, a mężczyzna pokazuje im gryzonie na wystawie sklepu zoologicznego. W filmie pojawia się również akwarium.


To, co jest problematyczne, to dość stereotypowe ukazanie miłośnika kotów jako osoby dziwnej, nieprzystającej do społeczeństwa, być może niezrównoważonej. Oczywiście wielbiciele tych zwierząt wiedzą, jak krzywdzące są takie opinie, niestety dość mocno się one zakorzeniły w ludzkiej świadomości i trudno walczyć z tym szkodliwym stereotypem.


Niewątpliwą zaletą filmu jest duży ładunek emocjonalny i troska człowieka o zwierzęta: widzimy np. jak doskonale Christian jest przygotowany do kociego porodu. Oglądający z uwagą USG mężczyzna jest tak dumny i zaangażowany, jak gdyby sam miał zostać ojcem. Koty zastępują mu rodzinę, której nie ma i dają mu poczucie, że jest dla kogoś ważny.


W napisach końcowych (tzw. tyłówce) Christian i obie kotki zostają wymienieni w jednej linijce. Jest to symboliczne podkreślenie nie tylko ich niezwykłej więzi, ale także okazanie szacunku zwierzęcym bohaterkom filmu.


Trudno oceniać jednoznacznie postać bohatera, zresztą nie ma chyba takiej potrzeby. Z pewnością jest to aktualny obraz kondycji człowieka samotnego, odrzuconego przez społeczeństwo lub nieumiejącego w nim z jakichś powodów funkcjonować. Relacja z kotami jest wzruszająca, gdyż są wszystkim, co ma. Polecam.