🎬 Pętla (2019)

Zaktualizowano: cze 11


„Pętla” w reżyserii Anny Bolińskiej to krótkometrażowa animacja – szkatułka z licznymi filmowymi (i nie tylko) tropami, próbująca odpowiedzieć na pytanie: co robi twój kot, gdy wychodzisz z domu? Jednak w odróżnieniu od słynnego wiersza Wisławy Szymborskiej pt. „Kot w pustym mieszkaniu”, tutaj mamy do czynienia z bardziej optymistyczną opowieścią.


Bohaterami są zapracowany mężczyzna i jego czarny kot. Człowiek jest pracownikiem biurowym, tonącym pośród rosnącej góry papierów i tęsknie oczekującym godziny powrotu do domu. Z pewnością zazdrości swojemu kotu, który zajmuje się głównie wylegiwaniem się na czerwonej kanapie, oglądaniem telewizji, snem oraz piciem kawy z malutkiej filiżanki. Ponadto obserwuje rybkę w szklanym słoju, jednak powstrzymuje się przed jej zjedzeniem. Kiedy już to wszystko mu się znudzi, spod doniczki zabiera klucz od mieszkania, zamyka drzwi i poprzez ruchliwą ulicę idzie na ryby (w międzyczasie ginie w lesie nóg przechodniów). Po zjedzeniu złowionych rybek odpoczywa na leżaku. Oczywiście wraca przed nadejściem pana (pracującego od 7.00 do 15.00), który ledwo dociera do domu i ze zmęczenia dosłownie pada tuż za progiem mieszkania na dywan. Kot w tym czasie sprawia wrażenie, jak gdyby przez cały dzień beztrosko odpoczywał, i znowu otwiera tylko jedno oko.


Jest to również film o zapętleniu się w codziennej rutynie: budzik dzwoni o 6.00, trzeba się szybko umyć, ubrać, uczesać. Podczas krzątaniny po mieszkaniu kot jest w stanie otworzyć tylko jedno oko. W szafie wiszą takie same garnitury, po ulicach jeżdżą takie same, czerwone samochody, które parkują w rządkach w ten sam sposób, niemalże synchronicznie, w oknach rano widać takie same postaci, szykujące się do pracy. Anonimowość, brak indywidualizmu (szereg identycznie wyglądających postaci, sunących do pracy), pośpiech…Od korporacyjnej rzeczywistości bohaterowi głowa pęka. Marzy o wakacjach, jednak kiedy sprawdza swój kalendarz (jest rok 2019), okazuje się, że następny wolny dzień ma dopiero… w 2050 r. W tych warunkach na wakacyjny pejzaż można popatrzeć tylko na tapecie laptopa. W tym samym czasie kot na leżąco popija kawę.


Animacja urzekła mnie swoją formą: kształty, barwy (dominują czerń, czerwień i piaskowe, jak gdyby kartonowe tło), charakter postaci, schematyczne i miejscami minimalistyczne podejście do ukazywanych miejsc. Muzyka jazzowa (z przewagą trąbki) jest dla mnie dodatkowym atutem i doskonale komponuje się z obrazem.


Dodatkową przyjemnością jest odkrywanie różnych inspiracji, które

prawdopodobnie stoją za tym małym dziełem animacji: pojawia się tutaj i teatr cieni (sylwetka mężczyzny), i inspiracja „Północą-północnym zachodem” Alfreda Hitchcocka (kratownica jezdni i szybko poruszających się aut przypomina czołówkę tego filmu). Z kolei wir wodny przypomina spiralę z czołówki „Zawrotu głowy” tego reżysera. Została ona zresztą zaprojektowana przez Salvadora Dalego. W telewizji widzimy abstrakcjonistyczny obraz Pieta Mondriana. Scena wielu identycznych biurek i siedzących za nimi takich samych pracowników, przywołuje analogiczne obrazy z „Garsoniery” Billy’ego Wildera, „Procesu” Orsona Wellesa czy „Wspaniałej” Régisa Roinsarda. Jest to zresztą motyw często w kinie wykorzystywany. Sam kot swoim wyglądem przypomina mi postaci austriackiej artystki Rosiny Wachtmeister. Jej koty o trójkątnych twarzach ozdabiają filiżanki, kubeczki, portrety i rzeźby. Reżyserka „Pętli” czerpie też z pewnością z tradycji polskiej animacji, która ma nie tylko długą historię, ale też liczne zasłużone sukcesy na swoim koncie.


„Pętlę” oglądałam w ramach tegorocznego 6. Bytom Film Festiwal. Szkoda, że nie zdobyła głównej nagrody w swojej kategorii, gdyż była jednym z moich zdecydowanych faworytów, a może nawet tą jedną ulubioną. W każdym razie ta niespełna pięciominutowa, wypełniona po brzegi ciekawymi wątkami mikro-opowieść z pewnością spodoba się każdej miłośniczce i każdemu miłośnikowi kotów.