🎬 Pieska Ameryka. Opowieści o lęku, stracie i zdradzie (2012)



Ostatnio obejrzałam film wstrząsający, i jak to się często zdarza, na fali potężnej dawki emocji oraz nasuwających się refleksji, wyparł on inną produkcję, o której chciałam dzisiaj napisać.


Filmem tym jest dokument zatytułowany „Pieska Ameryka. Opowieści o lęku, stracie i zdradzie ” (ang. One Nation Under Dog: Stories of Fear, Loss and Betrayal) z 2012 r., podzielony niczym „Boska Komedia” Dantego na trzy części. W tym przypadku są to kolejno: Lęk, Strata i Zdrada.


Pierwsza z nich dotyczy pogryzień przez psy, których opiekunowie są albo tak beztroscy, albo po prostu głupi, że nie potrafią odpowiednio zabezpieczyć swojej posesji przed ucieczką psów, narażając się na gniew całej społeczności oraz kosztowne procesy sądowe. Jak zwykle w takich przypadkach zapłaciło za to zwierzę, poddane eutanazji przez bezradnych i pozbawionych autorefleksji ludzi. Jest to też opowieść o traumie pogryzionych ofiar.


Druga część dotyczy grupy wsparcia dla opiekunów psów po stracie pupila. Jest to więc również opowieść o traumie, jednak w tym przypadku jest ona konsekwencją długoletniej więzi i miłości wobec zwierzęcia, które było często jedynym źródłem pociechy i prawdziwym przyjacielem. Wzruszające opowieści ludzi o swoich pupilach (których możemy zobaczyć na prezentowanych przez nich zdjęciach) cofają nas w czasie do chwil szczęścia, spokoju, radości które zapewniało towarzystwo psa. Opiekunowie jeszcze długo będą mierzyć się z kolejnymi etapami żałoby. Czy było warto? Oczywiście, w końcu bezwarunkowej miłości, jakiej doznali ze strony zwierzęcia, nie da się z niczym porównać. Cena, jaką jednak przychodzi zapłacić za rozstanie z pupilem, jest bardzo wysoka.


Trzecia część to iście dantejskie Piekło: zupełnie inna odsłona relacji człowiek-pies, w której ten pierwszy zdradza i znęca się nad zwierzęciem. Niechciane, rozmnażane bez jakiejkolwiek kontroli przez bezmyślnych opiekunów lub w pseudohodowlach, są następnie zagazowywane w metalowych skrzyniach. Peter Singer mówiąc o zwierzęcym Holokauście z pewnością nie przesadził…wstrząsające zdjęcia zabijania psów to ciemna, a zarazem wstydliwa strona Ameryki, która w oczach świata chce uchodzić za nowoczesne, prężne mocarstwo. Czy jednak zabijanie od 2 do 6 milionów psów rocznie jest czymś, czym można się chwalić? Oczywiście nie, dlatego filmy dokumentalne tego typu są jedynym źródłem wiedzy o skali problemu. Również ta część filmu jest traumatyczna, i to nie tylko dla widza, lecz również dla jednej z bohaterek prowadzącej samotnie schronisko dla psów, która jako dorosła kobieta wciąż nie może otrząsnąć się po tym, jak po śmierci babci jako dziewięcioletnia dziewczynka nie mogła ocalić swoich dwóch psów. Bezwzględni rodzice nie zgodzili się ich zabrać ze sobą, zwierzęta zostały same na podjeździe przed domem, nikt nigdy po nie nie wrócił…



Film powinien obejrzeć każdy psi oprawca, ale czy psychopatę coś wzruszy albo skłoni do refleksji? Nie. W zamian za to oglądają film ludzie, którzy kochają zwierzęta i nie mieści im się w głowie to, co nasz gatunek z nimi wyprawia. Ku przestrodze powinni go obejrzeć wszyscy przeciwnicy kastracji i sterylizacji zwierząt, a takich i u nas nie brakuje. Skutki ludzkiej niefrasobliwości mamy w nadmiarze i w naszych schroniskach.


Z pewnością kiedyś powstanie też film o obecnym problemie, mianowicie kompulsywnej, nieprzemyślanej adopcji zwierząt przez nieodpowiedzialnych ludzi podczas pandemii, a następnie, gdy się znudzą lub trzeba wyjechać na wakacje, są zwracane do schroniska jak stary, niepotrzebny mebel. Chciałoby się powiedzieć: oby w piekle powyższy film musieli oglądać raz za razem, raz za razem…