🎬 Rodzeństwo Willoughby (2021)


Kot narratorem? Jak najbardziej! Zwierzak (w dodatku niebieski i pręgowany) oprowadza nas po domu specyficznej rodziny Willoughbych, na którą składają się rodzeństwo: Jane, Tim oraz bliźniaki Barnaba A i Barnaba B. Są też i rodzice, ale o nich za chwilę. W jednej ze scen zobaczycie innego kota, który przybywa z rodziną planującą kupić dom rodzeństwa…W oryginale kotu głosu użyczył Ricky Gervais, którego możecie znać z serialu „After Life”, w którym towarzyszy mu owczarek niemiecki.


Czy można o patologicznej rodzinie opowiedzieć z humorem? Gdyby ktoś mnie kiedyś o to zapytał, odpowiedziałabym oburzona, że oczywiście nie. Okazuje się jednak, że można. Mało tego – jest to film dla dzieci, nakręcony z dziecięcej (i kociej) perspektywy, odwracający przewrotnie role. Oto czwórka małych rudzielców, zaniedbana emocjonalnie i narażona na złośliwości ze strony własnych, narcystycznych i egocentrycznych rodziców, skupionych tylko na swojej miłości, zastanawia się poważnie nad tym, jak pozbyć się rodzicieli, którzy nie dorośli do swojej roli. Jest to więc też czarna komedia – kibicujemy spiskującym dzieciakom. Kolorytu historii dodaje energiczna i zabawna niania Linda oraz pewien starszy wielbiciel słodyczy. Dzieciaki mają więc sprzymierzeńców, a ich fantazje na temat pozbycia się okrutnych dorosłych są naprawdę zabawne. Oto rodzeństwo przygotowuje broszurę fikcyjnego biura podróży, a atrakcje pomieszczone w planie wycieczki są bardzo śmiercionośne… Czy dorośli skuszą się wyruszyć w świat?


Jest to też film o potrzebie miłości i współpracy między rodzeństwem, ale i o konfliktach pomiędzy nim, o dumie z przynależności do wiekowego rodu i do swojej siedziby. Mali Willoughby muszą więc obronić swój dom, gdyż ich okrutni rodziciele chcą ich nawet pozbawić dachu nad głową. W końcu aby wygodnie żyć, potrzebują pieniędzy…


„Rodzeństwo Willoughby” to film niezwykły, jeśli weźmiemy pod uwagę jego tematykę, publiczność, do której jest skierowany oraz formę podania mrocznej historii. Zabawne bliźniaki i ich wspólne imię to kolejny dowód na lekceważące i obojętne podejście dorosłych do własnych dzieci – nie chciało im się nawet wymyślić czwartego imienia, chłopcy są więc ponumerowani „A” i „B”. Odbiera im się tym samym indywidualność.


Wspomniany kot-narrator pełni ważną rolę – poza tym, że opowiada nam całą historię, pomaga pojednać się rodzeństwu, a także towarzyszy im podczas pewnej misji w Alpy.


Czy rodziców spotka zasłużona kara? Nie zdradzę – sprawdźcie sami na Netfliksie.