🎬 Szept serca (1995)

Zaktualizowano: cze 11


W anime-melodramacie w reżyserii przedwcześnie zmarłego Yoshifumiego Kondō pojawiają się dwie kocie postaci. Jedna z nich jest dobrze znana tym, którzy oglądali „Narzeczoną dla kota” (o której już pisałam), ale to tutaj wystąpiła ona po raz pierwszy. Mowa o eleganckim kocurze o jakże oryginalnym imieniu: Baron Humbert von Gikkingen. W „Szepcie serca” główna bohaterka napotyka go w sklepie z antykami i jest on niedużą figurką o pięknie błyszczących oczach, które w przedziwny sposób odbijają promienie słoneczne.


„Narzeczona dla kota” powstała podobno na prośbę fanów „Szeptu serca”, a fantastyczna historia tam zawarta ma odzwierciedlać opowiadanie o kocie napisane przez Shizuku.


W „Szepcie serca” w sekwencji rozgrywającej się w wyobraźni Shizuku Tsukishimy, gimnazjalistki, kocur odgrywa rolę przewodnika.


Drugi kot (również w tej roli) doprowadza dziewczynkę do tajemniczego sklepu. Gruby, na pozór leniwy, ku jej zaskoczeniu podróżuje z nią metrem, a finalnie towarzyszy jej gdy oczekuje na otwarcie sklepu. Kota spotyka również na bagażniku roweru należącego do nielubianego przez nią chłopca, co do którego jednak zmieni zdanie.


Jak to często ma miejsce w przypadku anime opartych na mangach, rzecz jest o dojrzewaniu, młodzieńczych wątpliwościach i próbach odnalezienia swojej życiowej drogi (co, jak wszyscy wiemy, nie jest łatwe gdy ma się kilkanaście lat).

Shizuku jest prawdziwym molem książkowym, a najbardziej lubi baśnie, które nie tylko rozwijają jej wyobraźnię, lecz także stanowią pomost pomiędzy nią a chłopcem, który wypożycza te same pozycje, co dziewczynka odkrywa studiując biblioteczne pieczątki.


Od wspomnianego chłopca główna bohaterka dowiaduje się więcej na temat tajemniczego kota, który doprowadził ją do sklepu jego dziadka. Wywiązuje się następujący dialog:

„ -Moon dal ci się pogłaskać? On nikogo nie lubi.

- Wabi się Moon?

- Wygląda jak księżyc w pełni, dlatego tak na niego mówię.

- Jak to, nie jest twój?

- Nie należy do nikogo. Pomieszkuje w kilku różnych domach. Sąsiedzi wołają na niego >>Muta<<.

- Więc to włóczęga. Zgadza się. Kiedyś widziałam go w pociągu.

- Jechał pociągiem?

- Jechał zupełnie sam. Wysiadł na mojej stacji, więc poszłam za nim. Zaprowadził mnie prosto do sklepu, jak w bajce. Obraziłam go. Powiedziałam mu, że jest niemiły jak ja.

- Moon wcale cię nie przypomina! To dość zwariowany kocur.”


Moon stanowi też klamrę spinającą cały film: pojawia się w napisach początkowych (wtedy śpi zwinięty w kłębek na balustradzie balkonu) i w końcowych (raźnym krokiem przemierza most).


Wielbicieli filmu odsyłam też do jednego z rozdziałów książki zatytułowanej „Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze”. Rozdział ten nazywa się „O młodości, miłości i marzeniach w filmie Yoshifumiego Kondō >>Szept serca<<” autorstwa Joanny Zaremby-Penk.


Film jest nadal dostępny na Netfliksie i bardzo go polecam nie tylko miłośnikom produkcji Studia Ghibli.