🎬 Szmer (2019)

Zaktualizowano: 12 cze 2021


„Szmer” (ang. Murmur) to kanadyjski film zrealizowany w konwencji dokumentu (tzw. dokument fikcyjny). Nie możemy powiedzieć, że jest to stuprocentowy mockument, czyli film fabularny udający dokument, ponieważ temat potraktowany jest tutaj poważnie i elementów parodii i satyry raczej w nim nie znajdziemy. Film ten swoim stylem przypomina mi trylogię Ulricha Seilda zatytułowaną „Raj” (Miłość, Wiara i Nadzieja).


Film obejrzałam w ramach trwającego 20. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty oraz 11. American Film Festivalu, które w tym roku w połączonej formule odbywają się online.


Reżyserką tego niezwykłego obrazu jest Heather Young. „Szmer” został nakręcony w prowincji Nowa Szkocja w Kanadzie. Otrzymał dwie nagrody: na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto Nagrodę Specjalną, czyli Nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI) w sekcji „Odkrycia” dla reżyserki oraz Nagrodę Główną Jury na Slamdance za Najlepszy film, również dla jego reżyserki.


W roli głównej występuje świetna Shan MacDonald, która nie jest zawodową aktorką, a warunkami fizycznymi przypomina „everywomenkę”: niczym się nie wyróżniająca, przeciętna, kobieta 50+ jakich wiele. Donna, bo o niej mówimy, jest kobietą po przejściach: w wyniku jazdy pod wpływem alkoholu utraciła prawo jazdy i w ramach kary otrzymała do wykonania prace społeczne. Przydzielono ją w charakterze sprzątaczki do schroniska dla zwierząt. Swoje obowiązki wykonuje sumiennie i ma wielkie serce dla zwierząt.


Przez cały czas trwania filmu jesteśmy bardzo blisko jego głównej bohaterki: towarzyszymy jej w pracy i w domu, podczas wykonywania codziennych czynności. Widzimy jej spotkania z kuratorem czy psychologiem, a także kurs mający na celu przywrócenie prawa jazdy. Film jest pozbawiony ścieżki dźwiękowej co sprawia, że jeszcze lepiej możemy skupić się na widzianym obrazie. Muzyka pojawia się dopiero przy napisach końcowych.


Ze „Szmeru” dowiadujemy się, że kobieta cierpi z powodu rozpadu relacji z własną, dorosłą córką Julią, która nie chce jej znać i konsekwentnie odmawia spotkania czy chociażby rozmowy z matką. Donna wygląda na bardzo zmęczoną i przygnębioną swoją sytuacją. Najbardziej doskwiera jej samotność i powrót do pustego mieszkania. Widzimy ją, jak spożywa makaron przed telewizorem (scena ta przypomina swoim wydźwiękiem analogiczną scenę z „Garsoniery” Billy’ego Wildera, w której bohater kreowany przez Jacka Lemmona samotnie spożywa odgrzewaną w kuchence mikrofalowej kolację instant.


W schronisku przebywają oczywiście psy i koty. Jeśli chodzi o te pierwsze, to najwięcej jest wielorasowców, ale dostrzeżemy też starego mopsa oraz czarnego, małego starego psa. Jesteśmy świadkami golenia psa do operacji. Widzimy też pakowane do samochodu czarne worki (w domyśle znajdują się tam ciała psów), które są zawożone do wspólnej kremacji. Worki te bardzo niepokoją Donnę i sprawiają jej dodatkową przykrość.


Pierwszego kota widzimy, gdy wysuwa rudą, pręgowaną łapkę przez kratę w kierunku Donny (podobne, „machające” łapki widać w końcowych, schroniskowych ujęciach „Przygód Priscilli”, o których kiedyś pisałam). W klatce obok rudego kota znajduje się czarny kot z białymi skarpetkami. Obydwa zwierzaki to „kocia młodzież”. Poza tym w jednym z ujęć widzimy leżącego tuż przy kratkach klatki mrużącego oczy, biało-pręgowanego kota. Pewnego dnia pod schroniskiem Donna znajduje w kartonie cztery maleńkie kociaki (dwa czarne i dwa czarno-białe). Troskliwie się nimi opiekuje, karmiąc za pomocą strzykawki. W schronisku widzimy też rudego i szaro-rudego kota.

Kobieta rozmawia z każdym zwierzęciem i każdemu z nich stara się poświęcić choć chwilę czasu.


To, co stanowi oś konfliktu, to chęć, a wręcz potrzeba odczuwana przez Donnę, aby uratować jak najwięcej zwierząt chorych, często skazanych w schronisku na eutanazję. Potrzeba ta stopniowo narasta, i niestety doprowadza Donnę do klasycznego zbieractwa zwierząt. Jak wiemy, jest to istniejący problem, kwalifikowany jako zaburzenie psychiczne (mówimy o posiadaniu kilkudziesięciu lub setek zwierząt na małej przestrzeni, co oczywiście im nie służy, a wręcz przysparza cierpień). W przypadku Donny, nie możemy mówić jeszcze o skrajnej postaci tej przypadłości, jednak faktem jest, że posiada ona zbyt małe mieszkanie jak na liczbę trzymanych tam zwierząt. I tak obserwujemy, jak „donosi” kolejno do domu: psa o imieniu Charlie w typie shih-tzu, którego widzicie na poniższym zdjęciu, biało-szarego kota, złocistego chomika syryjskiego, biało-pręgowaną długowłosą kotkę chorą na cukrzycę, chihuahuę Bruna, szczeniaka oraz cztery kolejne psy. W pewnym momencie trudno nawet dokładnie przeliczyć „kłębiące się’ psy. W filmie widzimy też rybki w akwarium w sklepie zoologicznym.


Ulubieńcem Donny jest Charlie, jej pierwsze zwierzę. Ma on prawie przez cały czas wysunięty poza pyszczek język, co nadaje mu gapowatego wyglądu. Pies ma niewydolność serca, chorobę skóry i w schronisku ma być poddany eutanazji. Na serce jest chora również kobieta, choroba więc dodatkowo ich łączy. Donna wyprasza u przełożonej możliwość zabrania go do domu. Troskliwie się nim opiekuje, a pies oczywiście świetnie dotrzymuje jej towarzystwa. Kobieta nie przejmuje się specjalnie tym, że Charlie nie jest w stanie utrzymać w domu czystości do momentu jej powrotu z pracy. Zdarza się, że kobieta nie pytając przełożonej o zgodę „podbiera” zwierzęta ze schroniska, czasem zaś odpowiada na znajdowane w Internecie ogłoszenia dotyczące oddawanych zwierząt. Jej sekret wychodzi na jaw, kiedy jest zmuszona poprosić koleżankę z pracy o podwiezienie do lecznicy weterynaryjnej. Opowiada ona szefowej o tym, co zastała w domu Donny i kobieta traci zarówno pracę, jak i zwierzęta.


Film jest bardzo poruszający. Ukazuje nie tylko dramat samotności i bezradność wobec przepisów, które jednak w zamyśle mają chronić zwierzęta. Jest to też dramat zwierząt, których losów już nie poznamy. Scena, w której Donna włamuje się do schroniska i przytula jeden z worków (domyślamy się, że znajduje się w nim Charlie) jest bardzo smutna. Możemy zrozumieć emocje towarzyszące Donnie, która miała dobre intencje: chciała pomóc i zwierzętom i sobie odbudować lepsze, pozbawione samotności życie. Niestety, sytuacja wymknęła się spod kontroli, a kobietę przytłoczył nadmiar obowiązków i bałagan nieodzowny przy takiej ilości zwierząt. Kiedy kobieta przestaje sprzątać w domu, zauważamy u niej początki depresji.


Jak kończy się jej historia? Tradycyjnie nie zdradzę, bardzo Wam jednak ten film polecam (tak, chusteczki się przydadzą). Film zachwycił mnie swoją autentycznością, świetną grą amatorki oraz postaciami zwierzęcymi. Dotyka ważnego problemu – samotności, z którą niełatwo się uporać. Zwierzęta często mają być na nie antidotum (i są), jednak czasem sytuacja zmierza w złym kierunku. I o tym właśnie jest ten film.


To, co warto podkreślić, to pojawienie się imion występujących w filmie zwierząt (wraz z nazwiskami ich opiekunów) w napisach końcowych. Część zwierząt to podopieczni schronisk lub organizacji ratujących zwierzęta. Zwierzęta zostają więc potraktowane jako pełnoprawni aktorzy, co z pewnością cieszy.