🎬 Turner i Hooch (1989)

Zaktualizowano: cze 12


„Turner i Hooch” (ang. Turner & Hooch) to amerykańska komedia kryminalna z Tomem Hanksem w roli głównej. Fabułą film przypomina powstały w tym samym roku „K-9” z Jamesem Belushim. Co ciekawe, gdy sprawdzimy, kiedy obydwa filmy weszły na ekrany, okaże się, że data premiery tego drugiego to 28 kwietnia 1989, zaś „Turnera i Hoocha”…28 lipca 1989, czyli dokładnie trzy miesiące później, z dokładnością co do dnia. W późniejszym filmie widać więc wpływy historii o policjancie Dooleyu i owczarku niemieckim Jerrym Lee.


Reżyserem filmu o młodym detektywie Scotcie Turnerze (w tej roli świetny Hanks) oraz odziedziczonym niejako „w spadku” psie Hoochu jest Roger Spottiswoode. Tym razem nie jest to jednak pies policyjny, a przyjaciel starszego pana mieszkającego obok przystani. Rasa psa również jest inna – Hoocha gra dog de Bordeaux. Ze względu na swoje gabaryty i kształt głowy oraz budowę pyska (tzw. brachycefaliczną, czyli o skróconym pysku) zaliczany jest on do molosów. Jak to często bywa w przypadku dużych psów, pozory mylą: ma on łagodny temperament i jest bardzo zrównoważony. Uważany za świetnego psa obronnego, z pewnością może budzić respekt już samym swoim wyglądem.


To, co łączy obu psich bohaterów, to wprowadzenie dużego zamętu w życie ich partnerów w pracy. Dodatkowo, Hooch bardzo się ślini, jak na tę rasę przystało, co pedantycznego Scotta przyprawia o zgrozę. Ze zderzenia obsesyjnego czyścioszka i psa-bałaganiarza musi powstać wiele komicznych sytuacji, i tak jest w istocie. Mężczyzna nie nadąża sprzątać po psie, który z jego małego domku robi pobojowisko. Z czasem osierocony pies i jego nowy opiekun dochodzą do porozumienia, a pies zjednuje sobie łaski mężczyzny, dzięki czemu nie musi już nocować na dworze (swoją drogą scena nocnej dyskusji skąpo odzianego Scotta z psem jest bardzo zabawna).


Inna rzecz, która jest wspólna dla Hoocha i Jerry’ego Lee to to, że obaj byli świadkami zabójstwa swoich opiekunów, tylko oni więc mogą wskazać sprawców.

Nie będę zdradzać, jak kończą się obydwa filmy, powiem tylko, że zakończenie jest tym, co je różni. Co ciekawe, na j kształt finału „Turnera i Hoocha” wpłynął sam Hanks, który po czasie miał żałować tej decyzji.


Film jest typową komedią kryminalną: szybka akcja, pościgi, podział na tych „dobrych” i tych „złych”, dowcipne dialogi i sceny, a także romans w tle (w tym przypadku z panią weterynarz, której suczkę rasy owczarek szkocki collie Hooch sobie upatrzył). Podobnie jak w „101 dalmatyńczykach”, psy łączą więc swoich opiekunów.


Hooch tak naprawdę miał na imię Beasley (czego możemy dowiedzieć się z napisów końcowych). Na stronie IMDB, gdzie pies ma zamieszczoną krótką biografię, znalazłam informację, że urodził się w 1978 r. Rola w filmie „Turner i Hooch” była jego pierwszym i zarazem jedynym występem przed kamerami. Jego opiekunem i trenerem był Clint Rowe, który szkolił również inne zwierzęta na potrzeby filmów. Co ciekawe, Beasley żył rekordowo długo, czyli 14 lat i odszedł w 1992 r. (rasa ta zwykle żyje tylko5-8 lat z uwagi na liczne schorzenia, które mogą ją „dopaść”). Czytałam również, że tak naprawdę na planie znajdowały się cztery psy tej rasy, w tym dwa były jego dublerami-kaskaderami (jeden z nich miał na imię Igor), a sam Beasley w momencie kręcenia zdjęć był bardzo młody, gdyż miał dopiero nieco ponad 1,5 roku, co dla dużych ras (wolniej dojrzewających) jest jeszcze młodzieńczym okresem. Na planie pojawił się też szczeniak znacznie młodszy od Beasleya.


W okresie przedprodukcyjnym producenci przyjrzeli się 50 rasom psów, zanim zdecydowali się na doga de Bordeaux. W chwili premiery rasa była w Stanach Zjednoczonych rzadkością i szacuje się, że w całym kraju było tylko 300 jej przedstawicieli. Był to więc wybór oryginalny.


Aby na planie Tom Hanks mógł sobie sprawniej radzić z kolejnymi psami, a także nawiązać z nimi kontakt, przed kręceniem filmu spędził z nimi sporo czasu na zabawie, co pozwoliło też zapobiec niepożądanym zachowaniom już na planie filmowym.


Sam aktor mówił w jednym z wywiadów: „Dobrze się dogadywaliśmy. Wiesz, kiedy robisz film z psem, musisz pracować z psem tygodniami, zanim go nakręcisz. W przeciwnym razie nie oderwie oczu od trenera”. A jednak Hanks musiał na planie posiłkować się klikerem, aby przykuć uwagę psów. Jak stwierdził, najtrudniejsze było dla niego reagowanie na wszystko, co pies robi, na bieżąco. Zwierzę w końcu nie posługuje się scenariuszem i w każdej chwili może zrobić coś nieoczekiwanego, dlatego aktor zalicza rolę Turnera do najtrudniejszych wyzwań w swojej karierze.


Czy Beasley skradł całe show Hanksowi? Co ciekawe, nie do końca: aktor świetnie sobie poradził i zagrał na tyle wyraziście, że pies go nie przyćmił, i dzięki temu obaj właściwie w równym stopniu przykuwają uwagę widza.


W filmie pojawia się scena, w której znudzony samotnym pobytem w domu pies otwiera sobie kolejne piwa. Oczywiście tak naprawdę nie pije on alkoholu, a zamiast piwa chłepcze rosół z makaronem. W „Turnerze i Hoochu” widzimy wiele scen, w których współpraca z psem opiera się na zabawie.


Scena, która mniej cieszy oko to chwila, w której pies jest okiełznany dwoma chwytakami używanymi przez schroniska dla zwierząt, co niewątpliwie jest źródłem stresu. Jak się jednak okazuje, pies szybko pozbywa się jednego z nich.

Ogólnie, porównując film z innymi produkcjami tego typu, pies nie jest tu ewidentnie krzywdzony. Wygląda na to, że w tresurze wykorzystano głównie naturalne predyspozycje zwierzęcia do wykonywania pewnych czynności (np. gryzienia poduszki). Jeśli uważnie będziecie oglądali film to zobaczycie, że w niektórych scenach widać, jak pies zerka w bok na trenera.


Komedia jest sprawnie zrealizowana i z pewnością warto ją zobaczyć ze względu na tytułowych bohaterów.