🎬 Człowiek-lampart (1943)

Zaktualizowano: 11 cze 2021


Jacques Tourneur, twórca opisywanych już przeze mnie „Ludzi-kotów”(1942) w filmie „Człowiek-lampart” (ang. The Leopard Man), będącym połączeniem horroru i thrillera (przy czym powiedziałabym, że tego drugiego jest więcej) to niewątpliwie specjalista od pięknych, klimatycznych zdjęć noir. Gra cieni, półcieni i światła to chyba największe zalety jego filmów. W jednej z recenzji czytamy: „Błyskotliwość techniczna pokazana przez Jacquesa Tourneura polega na tym, że te sceny zapierają dech w piersiach, nie mówiąc już o jego opanowaniu opowiadania samej historii: powolne narastanie strachu, wydłużające się cienie przerażenia rozciągające się jak palce nad samą scenerią. Postacie wyskakują z ekranu: przebiegła Clo-Clo, tragiczna Teresa”.


Reżyser uzyskuje niesamowicie piękne rezultaty wizualne, gorzej jest jednak w moim odczuciu z fabułą. Sama akcja w sposób niewystarczający przykuła moją uwagę: czarnej pantery było za mało (właściwie pojawia się tylko w trzech scenach na początku filmu), w końcu nie wiemy dokładnie, co się z nią stało po tym, jak celowo spłoszona kastanietami pognała w siną dal (zemsta tancerki na Kiki, która skradła jej show, wchodząc z wielkim czarnym kotem na smyczy do kawiarni). Swoją drogą, niepokojący dźwięk kastanietów (przypominający mi ulubioną Hiszpanię i to, że gdzieś w domu je posiadam… może pora na naukę ich obsługi ;-) jest oryginalnym zabiegiem, i w moim odczuciu idealnie buduje nastrój grozy, a beztroska femme-fatale wybijająca sobie nimi rytm nawet podczas chodzenia ulicą Clo-Clo, to z pewnością jedna z ciekawszych postaci tego filmu. Zresztą postaci kobiece bardziej mi się spodobały: są wyraziste, a kolejne ofiary psychopatycznego, seryjnego mordercy (film jest opisywany jako pierwszy obraz, którego bohaterem jest ten typ przestępcy) i ich niepokój odczuwany tuż przed śmiercią udziela się również widzowi. Moją uwagę najbardziej przykuła poruszająca scena, w której matka wygania córkę o imieniu Teresa po mąkę. Jest noc, kobieta wie, że dziewczyna boi się ciemności, mimo to pozostaje nieubłagana i dosłownie zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Przerażona Teresa powoli przedziera się przez opustoszałe przestrzenie Nowego Meksyku. W pierwszym sklepie odmawia się jej obsłużenia, w drugim wyszydza się jej grę na zwłokę, aby tylko odwlec moment wyjścia w noc, poza próg sklepu. Chyba zresztą moment, w którym matka i brat dziewczyny próbują ją wpuścić do domu (a tu, jak na zawołanie, drzwi się zacinają), po czym widzą wypływającą spod nich jej krew, potrafi zmrozić żyły.


Z pewnością obiecywałam sobie więcej po tym ledwie ponadgodzinnym filmie (możecie go obejrzeć w oryginale na stronie Internet Archive).

O filmowym kocie wiemy tylko tyle, że miał na imię Dynamite i wystąpił również w o rok wcześniejszych „Ludziach-kotach”. W tamtym filmie zresztą opiekun w zoo porównuje dynamit do lamparta, co stanowi aluzję do jego imienia. Jego trenerem był Mel Koontz, który tresował również słynne lwy z czołówki wytwórni MGM, o których już kiedyś szerzej pisałam.




Dynamite to czarna pantera używana w produkcjach Val Lewton Cat People i The Leopard Man, obydwu wyreżyserowanych przez Jacquesa Tourneura.

Dynamit to czarna pantera, a nie lampart, mimo że pojawia się w The Leopard Man. A w Cat People, złowieszczy opiekun zoo porównuje dynamit do lamparta.

Trenowany dla Cat People i The Leopard Man przez Mela Koontza, tego samego trenera Jackie, MGM Lion.


Czarny lampart Dynamite pojawił się także w Ludzie-koty Val Lewtona (1942).

Horror, w którym lampart używany jako chwyt reklamowy klubu nocnego w Nowym Meksyku jest oskarżany o serię makabrycznych morderstw.


Przed tym filmem nie było zabójcy, który zabił z powodu myśli o skazaniu kogoś na śmierć podekscytowany na niemal seksualnym, podświadomym poziomie.

Zaczyna się wystarczająco niewinnie. W sennym miasteczku granicznym w Nowym Meksyku, promotor klubu nocnego, Jerry Manning, wynajmuje lamparta, by nagłośnił i towarzyszył jego piosenkarzowi, Kiki. Kiedy lampart się uwalnia, całe miasto wpada w panikę. Młoda dziewczyna zostaje poturbowana na śmierć, a władze przysięgają wytropić zwierzę, ale potem zostaje zabita druga dziewczyna. Jerry wkrótce zaczyna podejrzewać, że w mieście może być znacznie bardziej mrożąca krew w żyłach obecność, polująca na kobiety w środku nocy.

Pierwsze morderstwo jest przerażające. Młoda dziewczyna, Teresa, nieustannie karana przez matkę za lenistwo, zostaje wysłana po mąkę kukurydzianą. Nie chce tego robić, bo boi się spotkania z uciekającym lampartem, ale jej matka fizycznie wyrzuca ją z domu, ryglując za sobą drzwi i przysięgając, że nie wpuści jej, dopóki nie wróci z mąką kukurydzianą.


Następuje mistrzowska lekcja w napięciu, gdy Teresa skrada się przez cienie miasta, przerażona spotkaniem z kotem, i zastaje sklep zamknięty. Musi teraz wyruszyć na drugą stronę miasta, aby kupić mąkę kukurydzianą. Powiedzenie więcej zepsułoby niespodzianki tego, co nastąpi później, ale mogę szczerze powiedzieć, że jest to jedna z najbardziej niepokojących scen w klasycznym horrorze.


A co z postanowieniem, toczącym się przeciwko upiornej procesji szemrania, zakapturzonych postaci dryfujących powoli po jałowym, zniszczonym przez naturę krajobrazie, z pochylonymi głowami, świecami migoczącymi delikatnie, gdy zapada noc. To tutaj sprawca ujawnia swój ohydny motyw , że powodem zabójstw było to, że nie było powodu. Czy mógł istnieć bardziej przerażający powód? A jednak postacie powoli idą naprzód. Obraz mógł zostać wyrwany z Księgi Umarłych.


Horror trwa długo po zakończeniu filmu, przenikający, ciężki, koszmar filmu; tragiczne losy jego ofiar aż nazbyt rezonują. Z łatwością mógł to być zwykły szybki horror, ale materiał źródłowy, znakomity „Czarny Alibi” Cornella Woolricha i znakomita reżyseria Jacquesa Tourneura, naprawdę jednej z ikon horroru, podnoszą poziom „Człowieka-lamparta” , moim zdaniem, jednemu z najlepszych chillerów wszech czasów.


Leopard Man to amerykański horror z 1943 roku w reżyserii Jacquesa Tourneura, z udziałem Dennisa O'Keefe, Jean Brooks i Margo. Oparta na książce Black Alibi Cornella Woolricha, opowiada o serii brutalnych morderstw w małym miasteczku w Nowym Meksyku, które zbiegają się z ucieczką lamparta z nocnego klubu.

Jest to jeden z pierwszych amerykańskich filmów, w których próbowano nawet w najmniejszym stopniu realistycznie przedstawić seryjnego mordercę (chociaż tego terminu nie używano jeszcze).


Ed Gonzalez ze Slant Magazine przyznał filmowi cztery z czterech gwiazdek, chwaląc wykorzystanie dźwięku i cieni przez Tourneur do tworzenia napięcia. [4] Dennis Schwartz z Ozus's World Movie Reviews przyznał filmowi ocenę A, pisząc: „Szybki film Tourneura jest uzbrojony w napięty i inteligentny scenariusz i jest jednym z tych niezapomnianych filmów, które z wiekiem stają się jeszcze lepsze jak dobre wino. „[5] Leopard Man stopniowo zyskał kult, który następował przez lata i jest obecnie uważany za kultowego klasyka. [6] Został umieszczony na wielu listach w różnych publikacjach medialnych jako jeden z największych horrorów, jakie kiedykolwiek powstały. Indiewire umieściło go na 90 miejscu w swoim „100 największych horrorach wszechczasów”. [7] Slant Magazine umieścił go na 31 miejscu w rankingu „100 najlepszych horrorów wszechczasów”.


W sennym miasteczku w Nowym Meksyku właściciel klubu nocnego Jerry Manning wynajmuje czarnego lamparta jako chwyt reklamowy dla swojej dziewczyny, Kiki Walker, występującej tam artystki. Kiki wykorzystuje okazję, by przerwać akt swojej rywalki, Clo-Clo, wpadając do restauracji z lampartem na smyczy. Rozgniewany Clo-Clo straszy lamparta swoimi kastanietami, a ten ucieka, uciekając w noc. Charlie, rdzenny Amerykanin właściciel lamparta, który wydzierżawił go Jerry'emu, zaczyna domagać się od niego pieniędzy na zastąpienie kota.


Tej nocy młoda miejscowa Teresa idzie kupić mąkę kukurydzianą na rodzinny obiad. Pod mostem w arroyo spotyka lamparta i ucieka do swojego domu. Zostaje zabita w drzwiach, zanim jej rodzina jest w stanie wpuścić ją z powrotem do domu. Lekarz sądowy orzeka o śmierci Teresy jako wypadku, przypuszczając, że została poturbowana przez lamparta. Wkrótce potem Consuela, inna miejscowa, udaje się w dniu urodzin odwiedzić grób swojego ojca na cmentarzu. Zagubiona w zamyśleniu Consuela nie wychodzi, zanim strażnik zamknie bramę i zostaje uwięziona przez kamienne ściany cmentarza. Kiedy przybywa pomoc, zostaje znaleziona Consuela, kolejna pozorna ofiara lamparta.


Dowiedziawszy się o drugim morderstwie, Jerry pyta policję, dlaczego lampart pozostał w mieście, ponieważ został poinformowany, że w naturalny sposób ucieknie na pustynię. Charlie zastanawia się również, czy lampart zabił Consuelę, ale jest oszołomiony przez lokalnego historyka i kustosza muzeum Galbraitha, wierząc, że może być odpowiedzialny, popełniając morderstwa podczas swoich nocnych upojów alkoholowych, podczas których traci przytomność. Na jego prośbę Charlie zostaje przez noc przetrzymywany w celi więziennej. Clo-Clo spędza noc w nocnym klubie z bogatym starszym mężczyzną, który wręcza jej stu dolarowy banknot. Następnie odwiedza wróżkę Marię, która ostrzega ją, że zbliża się „coś czarnego”, by ją zabrać. W drodze do domu Maria traci banknot stu dolarowy. Kiedy wraca, by go znaleźć, zostaje zaatakowana na zamordowaną.


Kiki i Jerry przygotowują się do wyjazdu na wycieczkę do Chicago, która zbiega się z coroczną procesją, która odbywa się w mieście, upamiętniając masowe mordowanie tubylców przez konkwistadorów. Wychodząc do pociągu, Kiki i Jerry otrzymują bukiet kwiatów z Galbraith, który Kiki chce złożyć na grobie Consueli przed opuszczeniem miasta. Na cmentarzu spotykają Charliego, który powiadamia ich, że jego lampart został zastrzelony w arroyo i zabrano mu futro; przypuszcza, że ​​kot nie żyje od co najmniej tygodnia, co sugeruje, że za morderstwa może odpowiadać człowiek. Charlie wspomina, że ​​widział Galbraitha w okolicy i podejrzewa, że ​​zabił lamparta. Jerry próbuje zmienić Galbraitha w policję, ale mu nie wierzą.


Podczas procesji tej nocy Galbraith słyszy krzyk kobiety na cmentarzu. Następnie wchodzi do muzeum, gdzie słyszy echo odgłosów kastanietów. Wkrótce potem Kiki przybywa do muzeum, gdzie oferuje Galbraithowi towarzyszenie w obejrzeniu procesji. Przekonuje Galbraitha, by zgasił światła, zauważając, że będą mogli lepiej obserwować procesję. Galbraith zgadza się, a gdy światła są wyłączone, Kiki opuszcza parę kastanietów. Galbraith atakuje ją, ale zostaje uratowana przez Jerry'ego. Galbraith ucieka na ulicę, gdzie ostatecznie zostaje zatrzymany wśród marszów procesji. W obliczu Jerry'ego i Raoula, narzeczonego Consueli, Galbraith przyznaje się do zamordowania zarówno Consuelo, jak i Clo-Clo. Przyznaje, że został do tego zainspirowany po tym, jak był świadkiem śmierci leoparda Teresy. Szukając zemsty, Raoul zabija Galbraitha.


Później, w domu pogrzebowym, Jerry i Kiki potwierdzają swoją miłość do siebie.

Wszyscy w mieście są w pewnym stopniu winni śmierci, od Jerry'ego, który sprowadził lamparta do cywilizowanego społeczeństwa, przez Clo-Clo, który straszył lamparta, i od rodziców, którzy ignorowali swoje dzieci, po przypadkowych przechodniów. "Myślę, że to był pomysł Lewtona, że ​​istnieje zbiorowa wina w społeczeństwie, że samo społeczeństwo w swoich niedociągnięciach, w braku prawdziwego współczucia dla naszych bliźnich, jest często odpowiedzialne za ich tragiczne cele." - dodał Friedkin.