🎬 Dom (2015)


Pełnometrażowy „Dom” to kontynuacja krótkometrażowego, zaledwie czterominutowego „Amost Home” („Prawie w domu”) z 2014 r. Istnieje jeszcze serial „Home”, dostępny na Netfliksie, zdecydowanie różni się on jednak stylistyką od pełnometrażówki. „Almost Home” skupiał się tylko na Buwach i na ich nieudanych próbach osiedlenia się na kolejnych planetach (w czym przeszkadza im m.in. gigantyczna dżdżownica). Film kończy się podróżą kosmitów na planetę Ziemia.


W 2017 r. powstała 45-minutowa opowieść zatytułowana „Dom na święta”. Tym samym Dreamworks podąża śladem innych produkcji, które w okresie Bożego Narodzenia dają widzowi w prezencie świąteczne historie (np. „Pada Shrek” czy „Madagwiazdka”).


Serial „Home” (dostępny na Netfliksie, podobnie jak omawiany dziś film pełnometrażowy i „Dom na święta”) to czterosezonowa opowieść o bohaterach znanych z filmu z 2015 r. Powstał w 2018 r. Jeszcze go nie oglądałam, ale pierwszy rzut oka na formułę pozwolił mi stwierdzić, że wizualnie jest mniej interesujący od swojego pierwowzoru z 2015 r. Serial ma stanowić kontynuację losów bohaterów. Moim zdaniem byłby znacznie lepszy, gdyby Dreamworks konsekwentnie utrzymał jedność stylistyczną wszystkich trzech formuł. W tej wersji również występuje kot.


„Dom” został luźno oparty na książce dla dzieci Adama Reksa z 2007 r. pt. „The True Meaning of Smekday”. Pełnometrażowa opowieść o inwazji zabawnych, zmieniających pod wpływem emocji barwy niczym kameleony kosmitach Buwach (śmieszy mnie ta nazwa, bo warszawiakom BUW kojarzy się ze skrótem Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego) szybko wciąga. Jeden z nich, Och, wyróżnia się z masy zunifikowanych stworków swoim roztargnieniem – zaprasza na imprezę całą galaktykę, ponieważ pomylił przyciski w telefonie. Zabawnie przekręca też ludzką mowę. Kiedy poznaje samotną Tip oraz jej kota, okrąglutkiego i niemalże namacalnie puszystego Świniaka (co za imię dla kota, wiąże się jednak zapewne z jego zakręconym ogonkiem i okrągłymi gabarytami) stają się oni jego najlepszymi przyjaciółmi.


Świniak, który swoim kształtem przypomina manksa (rasa kotów z krótkim ogonem), chociaż posiada trójkolorowe ubarwienie charakterystyczne dla japońskiego bobtasila i figurki kota maneki neko) jest rozkosznie koci: lubi się przytulać i spać, robi śmieszne miny i jest tak słodki, że wprost nie można się na niego napatrzeć. Kiedy mruczy rozłożywszy się na głowie Ocha, ten mówi, że kot „wibruje’ i pyta Tip, czy zaraz nie eksploduje. Okrągła i pucułowata, uśmiechnięta buzia od razu zjedna mu sympatię widza. Guilty pleasure Świniaka są resztki lodów wyjadane z kubeczków znalezionych na śmietniku. A film dozwolony jest od lat 7.



Tip to dziewczynka pochodząca (podobnie jak Rihanna) z Barbados. Zresztą piosenkarka dubbinguje tę postać, a w ścieżce dźwiękowej usłyszymy jej piosenki.


Animacja pozytywnie mnie zaskoczyła – nie tylko stworki, swoimi chaotycznymi reakcjami przypominające nieco lubiane Minionki budzą sympatię (ich niezbyt rozgarnięty przywódca przypomina swoim zachowaniem Króla Juliana z Madagaskaru). Niesamowicie intensywne barwy pozwalają od razu wniknąć w na wpół bajkowy świat. Akcja jest wartka (ale jest wyważona, nie galopuje do przodu tak, jak ma to miejsce w innych produkcjach, które widza mogą pozostawić w stanie oszołomienia i dezorientacji, i z niczym więcej). Film nie jest pozbawiony przesłania: lojalność, uczciwość względem przyjaciół to wartości ponadczasowe i nieobce tej produkcji. Zachęcam do seansu!