🎬 Marona – psia opowieść (2019)


„Marona…” to oczywiście opowieść o psie, nie zabrakło tu jednak kocich wątków. Najbardziej rozbudowany dotyczy kota ostatniej właścicielki suczki, Solange, która ma rudego kocura. Wpatruje się on w Maronę przenikliwym wzrokiem („Ten kot od początku patrzył na mnie z góry”) i nie omieszka okazać swojego niezadowolenia z powodu pojawienia się nowego lokatora: syczy i jeży się. Czas spędza na półce nad książkami pod sufitem lub pokładając się na fotelu, jednak w jednej ze scen towarzyszy suczce podczas drzemki. Pierwsza reakcja Marony na jego widok jest dość zabawna: „Masz tu kota! Na górze! Tam siedzi kot!” Na co Solange odpowiada, jak gdyby słyszała myśli suczki: „To Martzofel, nasz kocur. Jest fajny, zobaczysz”. Marona jest zbulwersowana: nie dość, że w domu mieszka kot, to jeszcze ma imię!


Innego rudzielca (tym razem z zabandażowanym uchem) bohaterka spotyka w lecznicy weterynaryjnej, do której trafia po ataku starszej pani.

Z kolei po ulicy przechadza się fioletowo-różowy kot, który porusza ogonem bardziej w psi niż koci sposób.


Ilustracją dla rozważań Marony dotyczących psio-kocich relacji jest siedzący kot, połykający po chwili dwie biało-czarne myszy, który następnie zostaje skonfrontowany z równie czarnym jak on psem. Oczywiście przy tej okazji musi wygiąć grzbiet w łuk.


Co ciekawe, tylko kot Solange i kot z wizji Marony są narysowane z większą dbałością o szczegóły – małe drapieżniki na ulicy i w lecznicy weterynaryjnej przypominają raczej dziecięce, jeszcze nieporadne rysunki niż odzwierciedlenie prawdziwych zwierząt.


Jest to kolejny film, w którym koty pojawiają się w tle psich przygód, warto jednak o nich pamiętać.