top of page

🎬 Pierwsza krowa (2019)

Zaktualizowano: 12 cze 2021


„Pierwsza krowa” (ang. First Cow) w reżyserii Kelly Reichardt to kolejny film, który obejrzałam w ramach 20. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty oraz 11. American Film Festivalu. Scenariusz powstał na podstawie powieści Jonathana Raymonda pt. „The Half Life”.


O krowach pisałam już przy okazji świetnego „Cierpkiego mleka’ z 2017 r. Dzisiaj o produkcji ubiegłorocznej, w którym najważniejszą zwierzęcą bohaterką jest pojedyncza krowa przecudnej urody. Jest ona przedstawicielką rasy jersey. Nazwa pochodzi od wyspy w Wielkiej Brytanii, na której ta rasa została wyhodowana. Jest to tzw. krowa mleczna (w jej mleku jest duża zawartość tłuszczu), o dużych wymionach. Rasa została zarejestrowana w 1700 r. Kiedyś jej pula genetyczna była mało zróżnicowana, obecnie zapobiega temu eksport i hodowla tych krów w różnych zakątkach świata. Do Polski sprowadzana od lat 60. Obecnie w kraju jest około 1000 jej przedstawicieli. Krowy te są stosunkowo niewielkie, bardzo łagodne, określane jako cierpliwe i towarzyskie.


Miejscem akcji jest jesienny, dziewiętnastowieczny Oregon, a główny bohater o nazwisku Fritowitz, zwany przez kolegów z kompanii traperskiej Kucharciem, w osadzie spotyka krowę, która należy do bogatego naczelnika faktorii, który sprowadził ją w zasadzie tylko po to, aby dzięki niej mieć mleczko do czarnej, chińskiej, „bardzo subtelnej” herbaty i imponować tym gościom. W jego domu widzimy zresztą szarego (zgodnie z terminologii felinologiczną powiedzielibyśmy „niebieskiego”), długowłosego kota, którego na żądanie męża żona zdejmuje z kolan. Później szuka go z lampą w ręku służący, który za nim krzyczy „Do domu, bo mi biedy napytasz!”. Ogółem kot pojawia się w trzech scenach. Oprócz krowy i kota w filmie widzimy też czarnego psa, biało-rudego psa, cztery kaczki, kury, muły, biało-czarną świnię, wilki, jaszczurkę, sowę, ryby oraz dwie martwe wiewiórki. Obecność zwierząt kryje się również w czymś, na co często jako widzowie nie zwracamy większej uwagi. Mam na myśli skórzane ubrania i futrzane, kojarzone z traperami czapy.


Krowa dociera do osady promem. Wygląda bardzo malowniczo na tle krajobrazu i w jesiennych promieniach słońca. Jest wypasana w lesie, przy czym dostęp do niej jest bardzo łatwy. Kucharcio wraz ze swoim kolegą wpadają więc na pomysł, jak mogą się szybko wzbogacić w osadzie: kradną krowie mleko, a następnie używają go do dziwnych, bezkształtnych ciastek, które następnie sprzedają. Są one tak smaczne, że do mężczyzn ustawiają się po nie kolejki.


W czasie trwania filmu obserwujemy czterokrotne nocne dojenie krowy. Przy tej okazji mają miejsce monologi Kucharcia, których adresatką jest uważnie słuchająca go krowa (której imienia nie poznajemy). I tak podczas ich pierwszego spotkania padają słowa: „Cześć. Jak się masz? Pewnie nie spodziewałaś się towarzystwa o tak późnej porze. A jednak. Przykro mi z powodu twojego męża. Słyszałem, że nie przeżył podróży. Twoje cielątko też…To okropne. Okropne. Ale masz tu miłe lokum. Naprawdę miło ci się tu mieszka, no nie?” Podczas innego spotkania relacjonuje krowie: „Zrobiłem na twoim mleku ciastka. Były bardzo dobre, sprzedały się na pniu. Dodałem odrobinę miodu, ale to twoje mleko w cieście nadało im smak. Tak właśnie. Jaka z ciebie dobra, miła dziewczynka.” Mężczyzna się z nią wita, jednak nie widzimy, jakimi słowami ją żegna.

Kucharcio traktuje krowę z czułością, tak, jakby nie chciał, aby poczuła się ona wykorzystywana. Sceny te mogą się komuś wydać komiczne, z mojego punktu widzenia są one jednak ważnym głosem na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt gospodarskich.


W filmie pojawia się też dyskusja o bobrach: „Na całym terenie roi się od traperów. Rychło zabraknie tu skórek. Jestem innego zdania. Bobrów jest tu nieprzebrana obfitość. Bobry to bystre zwierzątka. Kiedym tu przyjechał, bobry były wszędzie: żyły jak w miastach, jak ludzie w kamienicach Nowego Jorku”.

Właściciel krowy z czasem orientuje się, że to nie krowa daje za mało mleka, ale że jest ono kradzione. Wtedy zwierzę zostaje ogrodzone.


To, co urzeka w tym dziwnym połączeniu dramatu z westernem oprócz krowy o dużych, pięknych oczach, to urokliwe, sklecone jakby naprędce małe chatki biednych ludzi, czasem pochylone w jakąś stronę, innym razem wyrastające jakby wprost z ziemi.


Opisane wydarzenia w filmie są retrospekcją, ponieważ na samym początku widzimy czasy współczesne. W jakim kontekście i jak są te dwie czasoprzestrzenie ze sobą powiązane? Sprawdźcie sami.


Na końcu filmu pojawia się coś, co zawsze mnie cieszy. Mam tu na myśli dopisek, że żadne zwierzę nie ucierpiało na planie filmowym.




Comentarios


bottom of page